2008-09-27
Blok przedpogrzebowy
Blok przedpogrzebowy..., artykuł Kasi Tomczyk który został opublikowany w internecie w 2007 roku wstrząsnął miastem i jego mieszkańcami. Perypetie mieszkańców osiedla przy ul Polnej pokazywały telewizje i nagłaśniały stacje radiowe. Niebawem przedstawimy dalszy ciąg tej historii a tymczasem przypominamy jak to się zaczęło...
- Nie chcemy tutaj prosektorium! Zmarłym należy się szacunek i godny pochówek, ale my żyjemy i też mamy swoje prawa!– wołają wzburzeni mieszkańcy bloku mieszczącego się przy ulicy Polnej 74 – 82. Dziś przed oknami mają plac budowy. Obiecują jednak, że zrobią wszystko, aby w tym miejscu nie został postawiony dom przedpogrzebowy.
Kontrowersyjna sprawa rozpoczęła się w kwietniu 2002 r., gdy do Urzędu Miasta wpłynęła oferta zakupu nieruchomości pod budowę kaplicy dla wiernych. Działka znajdująca się u zbiegu ulic Polnej i Szpitalnej w miejscu, w którym kiedyś znajdował się cmentarz ewangelicki, została sprzedana państwu Renacie i Stefanowi Brauner pół roku później. W grudniu inwestorzy złożyli wniosek o ustalenie warunków zabudowy i zagospodarowania terenu.
Postępowanie administracyjne rozpoczęło się w lutym. - Wniosek o pozwolenie na budowę był dość szeroki, oprócz domu przedpogrzebowego obejmował ponadto kolumbarium – tłumaczy Andrzej Szaton, ówczesny Naczelnik Wydziału Gospodarki Przestrzennej, Architektury i Budownictwa. - Uznaliśmy, że budowa kolumbarium jest niezgodna z planem miejscowym i wydaliśmy decyzję odmowną. Inwestor odwołała się od tej decyzji do wojewody, który otrzymał całość akt w tej sprawie, po wnikliwym rozpatrzeniu odwołania utrzymał decyzję w mocy - mówi.
W lipcu 2005 r. do WGPAiB wpłynął wniosek o pozwolenie na budowę z wszystkimi wymaganymi załącznikami oraz projektem budowlanym. W tym samym miesiącu rozpoczęto postępowanie administracyjne. Powiadomiony Śląski Konserwator Zabytków nie miał uwag do inwestycji, podobnie jak pozostałe instytucje i organy, do których dotarła wiadomość. Ostatecznie we wrześniu 2005 r. wydane zostało pozwolenie. - Inwestor kupuje nieruchomość po to, żeby zrealizować swoje zamierzenia. Pytanie należy zadać decydentom, dlaczego sprzedali nieruchomość Zakładowi Pogrzebowemu, który podobną działalność od wielu lat prowadzi w Chorzowie. Sprzedając ten teren Zarząd Miasta musiał być świadom tego, co tam powstanie. Rozpatrując wniosek inwestora o pozwoleniu na budowę podejrzewałem, iż ta inwestycja może wywołać dyskusję. Dlatego postępowanie było prowadzone z należytą starannością. Zwróciłem się o opinię urbanistyczną do dr inż. arch. Stanisława Lessaera – autora miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla centrum miasta Świętochłowice. Jego pozytywna opinia pozwoliła na wydanie pozwolenia na budowę – mówi Andrzej Szaton.
W kwietniu bieżącego roku na działce przy zbiegu ulic Polnej i Szpitalnej rozpoczęły się roboty budowlane. – Od szóstej rano ciężki sprzęt, robotnicy, hałas – skarżą się mieszkańcy. – Jesteśmy starsi, schorowani i chcemy trochę spokoju. Gdy się tutaj wprowadzaliśmy, wiedzieliśmy, że mamy widok na cmentarze. Ale przyzwyczailiśmy się również dlatego, że w dużej mierze przesłaniały je drzewa. Później wybudowali Drogową Trasę Średnicową – od tej pory ciężko jest nawet otworzyć okna w nocy, bo hałas nie daje spać. – mówi Henryka Kuklicz. – Teraz jeszcze okazuje się, że nieco ponad trzydzieści metrów od bloku powstanie dom przedpogrzebowy z prosektorium, do którego zwożone będą ciała nie tylko ze Świętochłowic, ale i z miast ościennych - dodaje Barbara Dąbrowska. – Już teraz pan Brauner jest kłopotliwym sąsiadem. Składuje śmieci poza swoją działką, niegrzecznie się do nas odnosi. Straszy, że za dwa lata nam tutaj krematorium postawi – denerwuje się pan Jan Dąbrowski. Rzeczywiście – plotka ta przekazywana jest w Świętochłowicach z ust do ust.
Kliknij aby powiększyć ! Kliknij aby powiększyć !
Pogłoski te nie znajdują jednak potwierdzenia w rzeczywistości. - Przedmiotem postępowania nie było krematorium, spalarnia czy prosektorium, jak niektórzy mówili – odpowiada Andrzej Szaton pytany o tą kwestię.
Jak dowiedzieliśmy się, celem inwestycji jest obsługa ceremonii pogrzebowych odbywających się na dwóch przyległych cmentarzach oraz innych pobliskich nekropoliach oraz organizowanie styp. Zgodnie z prawem dom przedpogrzebowy powinien posiadać pomieszczenia do przechowywania zwłok, odbywania ceremonii oraz wykonywania oględzin lub sekcji sądowo – lekarskich. W projektowanym, piętrowym budynku przewidziano więc komorę chłodniczą, kaplicę oraz salę sekcyjną z wymaganym dla niej zapleczem. Mieścić będzie się w nim również biuro z poczekalnią, pomieszczenie na ekspozycje trumien, pomieszczenia do przygotowywania i ekspozycji zwłok oraz szatnie i zespoły sanitarne.
Sala imprez okolicznościowych ma stanowić niezależną część budynku, do której wchodzić będzie się od strony ulicy Polnej. Większość pomieszczeń ma mieścić się na parterze, a część w piwnicy. Od strony dziedzińca gospodarczego, na którym będą stały karawany i gdzie będzie odbywać się transport zwłok, zaplanowano budowę poziomych i pionowych ekranów, mających zasłaniać dziedziniec. - Prowadząc dyskusje z projektantem sugerowaliśmy, aby projektowany obiekt maksymalnie przesłaniał widok z budynków na działkę. Jak dobrze pamiętam, widoczność przesłaniać ma w miarę wysoka ściana budynku domu przedpogrzebowego. Z punktu widzenia planistycznego ego lokalizacja w bezpośrednim sąsiedztwie dwóch cmentarzy jest trafiona – komentuje Szaton.
Mieszkańcy, mimo zapewnień, zastanawiają się, jaką mają pewność, że nie powstanie tutaj krematorium. - Miała być kaplica, jest prosektorium. Cały czas słyszeliśmy o budynku parterowym, a okazuje się, że będzie piętrowy. Nie wierzymy już w żadne zapewnienia – mówią. Twierdzą też, że jednym z głównych powodów ich protestów jest zbyt mała odległość domu przedpogrzebowego od ich bloku. Z wyliczeń dokonanych przez lokatorów wynika, iż wynosi ona 32,5 m. - Nie pamiętam, jaka jest odległość projektowanego domu przedpogrzebowego od budynków mieszkalnych. Rzeczą istotną jest zapis w planie miejscowym, który dopuszcza w/w inwestycję – komentuje Andrzej Szaton.
Kolejną kwestią, która trapi mieszkańców jest praktyczna strona tego przedsięwzięcia: - To jest potrzebne, ale my żyjemy i też mamy swoje potrzeby. Przede wszystkim chcielibyśmy, aby poszerzone zostało skrzyżowanie ulic Polnej i Szpitalnej, bo jest niebezpieczne. Poza tym – gdzie będą parkować samochody przyjeżdżające do kaplicy? W tej okolicy już w tej chwili ciężko jest postawić samochód. A tak będzie jeszcze ciaśniej i głośniej – na okrągło. Tak komentuje sprawę jedna z mieszkanek. Pozostali boją się jednak przede wszystkim o swoje zdrowie. - Ten teren jest regularnie zalewany ze względu na niedrożną kanalizację i niskie położenie. W piwnicach przy ulicy Matki Polki i naszym bloku często stoi woda. Jaką mamy gwarancję, że to, co będzie wypłukiwane z domu przedpogrzebowego, nie wpłynie na nasze zdrowie? Przecież tam trafiać będą różni ludzie, również zakaźnie chorzy – mówi pani Irena Ogórek.
Obawy mieszkańców w tym zakresie podziela również wiceprezydent Świętochłowic, Maria Kamińska – Knechtel. W rozmowie z nami stwierdziła, że gdyby w grę wchodziła jedynie kaplica, protest mieszkańców byłby niesłuszny. Jednak, skoro w budynku znajdować ma się prosektorium, nie dziwi się, że mieszkańcy się boją. Jak podkreślała, ścieki z domu przedpogrzebowego odprowadzane będą do głównego kolektora, biegnącego od „Skałki” i ostatecznie trafiać będą do Rawy. Panią prezydent dziwi również fakt, iż podczas procedury administracyjnej nie ustosunkowano się do tego, czy inwestycja należy do przedsięwzięć mogących znacząco oddziaływać na środowisko. W jej opinii w tym przypadku zlecenie wykonania takiej ekspertyzy przez inwestora powinno mieć miejsce. Andrzej Szaton twierdzi natomiast, że inwestycja nie znalazła się w wykazie inwestycji mogących negatywnie oddziaływać na środowisko, dlatego brak jest wezwania inwestora do sporządzenia raportu oddziaływania na środowisko. Potwierdzeniem powyższego jest według niego opinia Wydziału Gospodarki Miejskiej i Ekologii.
Mieszkańcy boją się jednak nie tylko o swoje zdrowie fizyczne. Twierdzą, że przykre widoki, nieuniknione, mimo zabezpieczeń, będą pogarszały ich stan psychiczny. Zdaniem Anny Bautsz, psychologa, bliskie sąsiedztwo miejsc związanych z trudnymi wydarzeniami życiowymi, jak na przykład cmentarz lud dom przedpogrzebowy, nie wydaje się być dobrym rozwiązaniem dla mieszkańców. Zamieszkiwanie w pobliżu takich obiektów zmusza ich do częstszego spotykania się z płaszczyzną trudnych doświadczeń życiowych, jak śmierć, cierpienie, rozpacz, samotność. - Oczywiście nie należy wydarzeń takich, będących przecież częścią życia, chować w kuluarach codzienności. Jednak nie należy również zmuszać do codziennego z nimi obcowania - twierdzi.
Psycholog podkreśla też, że śmierć, żegnanie bliskich osób, są takimi momentami życia, które należy przeżywać w pewnym odosobnieniu, oddaleniu od codziennego biegu zdarzeń. I choć każdy musi zmierzyć się z ich rzeczywistością, negatywnie wpływa na zdrowie psychiczne mieszkańców osiedli, konieczność tak bliskiego kontaktu z nimi. - Tak, jak pozytywny wpływ na samopoczucie człowieka mają piękne widoki i ładnie wyglądające miejsca, tak negatywny wpływ na emocje, a zarazem samopoczucie osób, mają miejsca, które kojarzą się z wydarzeniami trudnymi. Coraz częściej zarówno architekci, jak i psychologowie, podkreślają jak ważne jest otoczenie, w którym mieszkamy, jak istotne dla zdrowia psychicznego jest mieszkanie w środowisku dostarczającemu pozytywnych bodźców percepcyjnych, sprzyjającemu wyzwalaniu pozytywnych skojarzeń emocjonalnych. Warto zatem dbać o jakość otoczenia naszych domów i miejsc, w których spędzamy tak dużo czasu, budując bliskie relacje rodzinne i sąsiedzkie – mówi pani Anna.
Kliknij aby powiększyć ! Kliknij aby powiększyć !
Taka opinia wydaje się również być bliska założeniom przyświecającym uchwalaniu planu zagospodarowania przestrzennego. Faktem jest, iż dokument przewiduje wykonywanie na tym terenie usług niematerialnych komunalnych, w tym działalność zakładów pogrzebowych. Jednakże ma jednocześnie zagwarantować spójność zabudowy terenów nie tylko z programem użytkowym, specyfiką miejsca i możliwościami gospodarczymi miasta, ale również z oczekiwaniami społeczności lokalnej. Jednocześnie ma gwarantować nienaruszalność interesów podmiotów prywatnych i gospodarczych w związku z realizacją zdań wiodących uchwały planu. Ostatecznie – umożliwić działalność różnych podmiotów przy minimalizacji konfliktów i optymalizacji korzyści wynikających ze wspólnych działań.
Wspólnych działań jednak, jak twierdzą mieszkańcy, w tym wypadku zabrakło. Czują się oszukani, ponieważ nikt nie powiadomił ich o planowanej budowie. Nikt nie powiadomił o zamiarze wybudowania domu przedpogrzebowego również Spółdzielni Mieszkaniowej, której są członkami. Spółdzielnia dowiedziała się o całym przedsięwzięciu dopiero z chwilą wydania pozwolenia na budowę. Wcześniejsze pisma, kierowane do zainteresowanych w trakcie trwania procedury adresowane były do Miejskiego Zarządu Budynków Mieszkalnych. Nikt nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, skąd wzięła się taka niekonsekwencja. Andrzej Szaton twierdzi, że stronami w postępowaniu w sprawie pozwolenia na budowę są: inwestor oraz właściciele, użytkownicy wieczyści lub zarządcy nieruchomości znajdujący się w obszarze oddziaływania. Organ administracji architektoniczno-budowlanej prowadząc postępowanie wyznacza strefę oddziaływania obiektu. Ustalono, że oddziaływanie projektowanego obiektu kończy się na granicy przedmiotowej nieruchomości. - Spółdzielnia Mieszkaniowa otrzymała decyzję dodatkowo, zwrotka potwierdzając odbiór decyzji wróciła do Urzędu. Spółdzielnia Mieszkaniowa z możliwości odwołania się od decyzji nie skorzystała - mówi.
Nie zmienia to jednak faktu, że mieszkańcy nie chcą domu przedpogrzebowego pod oknami. Niezależnie od wszelkich okoliczności. Zwłaszcza, że zanim Urząd Miasta postanowił zająć się sprawą feralnej inwestycji, musieli bardzo postarać się, aby ktoś poważnie potraktował ich sprzeciw. Na początku kwietna wystosowali petycję o cofnięcie zgody na budowę do Wydziału Architektury w świętochłowickim magistracie. Dwa tygodnie później złożyli protest w Powiatowym Inspektoracie Nadzoru Budowlanego. Wystąpili też do Zarządu Spółdzielni z prośbą o wsparcie działań mających na celu zapobieżenie budowie. Skierowali także pismo do chorzowskiego Sanepidu. Jak mówią, nikt nie zainteresował się tą sprawą. – Sanepid odpowiedział nam paragrafami, a Inspektorat odesłał do Urzędu Miasta – podsumowuje pani Irena Ogórek. - Jedynie Spółdzielnia poparła nas, wystosowując odpowiednie pismo do Urzędu – dodaje.
Instytucje, do których zwrócili się mieszkańcy twierdzą jednak, że tak właściwie mają związane ręce. Jak powiedziała nam Urszula Mendera-Bożek z Państwowego Powiatowego Inspektoratu Sanitarnego w Chorzowie, Sanepid w domu przedpogrzebowym pojawi się dopiero z chwilą oddawania obiektu do użytku. W tej chwili, skoro nie są jeszcze wybudowane pomieszczenia, inspektorzy nie mają możliwości sprawdzenia zgodności z przepisami ich budowy i wyposażenia. Natomiast ocenę inwestycji pod kątem sanitarnym inwestor zlecił katowickiemu rzeczoznawcy, który projekt zaopiniował pozytywnie.
Marian Budzisz, Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego poinformował nas natomiast, że dokumentacja, która trafiła do niego jest kompletna i spełnia wszystkie wymogi. Jednakże na prośbę mieszkańców zostanie przeprowadzona kontrola na placu budowy. Inspektor tłumaczył też, że pozwoleń na budowę udziela gmina, zaś nadzór budowlany bądź kontroluje prace, bądź odbiera zakończoną już inwestycję, sprawdzając zgodność gotowego już budynku z planami architektonicznymi – dlatego też kierowanie protestów do PINB jest bezzasadne.
Kliknij aby powiększyć ! Kliknij aby powiększyć !
Magistrat, będący jedynym właściwym adresatem pytań i próśb, wciąż jednak milczał. 23 kwietnia zdesperowani mieszkańcy spotkali się osobiście z Prezydentem miasta i jego zastępczynią, ponownie wnosząc postulat zaniechania budowy domu przedpogrzebowego. Zostali zapewnieni o tym, że sprawa zostanie przeanalizowana, a Wydział Architektury odpowie na dręczące ich kwestie. Niestety, aż do 15 maja, czyli dnia spotkania prezydenta z mieszkańcami dzielnicy Centrum, nadal nic nie było wiadomo. Dopiero wtedy mieszkańców poinformowano, że w Wydziale rozpocznie się kontrola, mająca na celu ustalenie przebiegu procedury wydawania pozwolenia na budowę. Dwa dni później, za radą prawnika, lokatorzy wystosowali do wojewody wniosek o wstrzymanie wykonania decyzji zezwalającej na budowę domu przedpogrzebowego.
Kiedy o sprawie zaczęło się robić głośno, prezydent zaprosił mieszańców na kolejne spotkanie, które odbyło się 28 maja. Miało ono na celu pokazanie wstępnych wyników kontroli prowadzonej w WGPAiB. Audyt wyjaśnia okoliczności wydania pozwolenia na budowę obiektu, na którego powstanie nie zgadzają się sąsiadujący z nim mieszkańcy bloku przy ulicy Polnej 74 – 82. Eugeniusz Moś podkreślał w trakcie spotkania, że pozwolenia na budowę wydawane są przez naczelnika Wydziału z upoważnienia prezydenta, lecz bez jego ingerencji w tego typu decyzje. Prezydent zapowiedział, że jeśli zostanie stwierdzone naruszenie prawa, będą wyciągane konsekwencje personalne. Dodał także, że firma Brauner buduje na swoim terenie zgodnie z prawem. Również Andrzej Szaton twierdzi, że inwestor złożył komplet wymaganych dokumentów, a postępowanie prowadzone było starannie. Jego zdaniem potwierdzeniem powyższego może być chociażby fakt podtrzymania przez Wojewodę Śląskiego decyzji o odmowie budowy kolumbarium. - Służby wojewody znały sprawę, więc podejrzewanie mnie, że decyzję wydawałem skrycie czy pokrętnie bez wiedzy Prezydenta, to pomówienie – stwierdza..
W trakcie spotkania urzędnicy starali się wytłumaczyć mieszkańcom zawiłości procedury i prawne aspekty kontrowersyjnej sprawy. Alicja Żebro, naczelnik Wydziału Świadczeń Społecznych i Zamówień Publicznych, z wykształcenia prawnik, mówiła między innymi, że za strony postępowania uznano wyłącznie właścicieli działek sąsiadujących z inwestycją. Tymczasem można uznać za stronę również Spółdzielnię, ponieważ przyszła budowa ma wpływ również na obiekt przez nią zarządzany. Jej zdaniem ta sama zasada dotyczy właścicieli garaży mieszczących się naprzeciwko bloku przy ulicy Polnej. Stwierdziła też, że Wydział Architektury dopuścił się tym samym rażących uchybień w postępowaniu, które mają znaczenie dla wydanej decyzji, gdyż strony nie mogły działać zgodnie z zasadą czynnego udziału w postępowaniu. Tym samym jest ono obarczone wadą, a więc nieważne.
Ostatecznie stwierdzono jednak, że jedyną drogą, pozwalającą powstrzymać budowę, jest znalezienie uchybień w procedurze, którą powinien podążać Wydział Architektury. Urzędnicy, powołując się na opinię radcy prawnego Urzędu, Leszka Kłysia stwierdzili, że wszystkie strony powinny wziąć czynny udział w postępowaniu i złożyć wnioski do Wojewody Śląskiego o ponowne rozpatrzenie decyzji o pozwoleniu na budowę. Powinny również skierować wniosek o decyzję o wstrzymaniu prac nad inwestycją do momentu, kiedy wojewoda nie rozpatrzy sprawy. - Co to jest nasz czynny udział? Już pisaliśmy to wszystko. A teraz mamy pisać po raz drugi? – pytali wzburzeni lokatorzy bloku przy ulicy Polnej. Urzędnicy odpowiadali, że zgodnie z Kodeksem Postępowania Administracyjnego, wniosek może złożyć tylko strona, a w tym przypadku nie jest nią gmina. Alicja Żebro tłumaczyła, że wokół sprawy narosło tyle mitów i kontrowersji, że najlepiej będzie, jeśli zostanie rozstrzygnięta przez drugą instancję. Mieszkańcy nie potrafili jednak przejść do porządku dziennego nad takim rozwiązaniem. Świętochłowiczan usiłował uspokoić prezydent mówiąc, że urząd usiłuje rozwiązać zaistniały problem. - Ale tyłem odwróceni. Mówicie teraz „idźcie sobie do wojewody”, a to przecież Urząd Miasta zawalił – wołał jeden ze wzburzonych mieszkańców. W trakcie gorącej dyskusji padało jeszcze wiele argumentów. Prezydent tłumaczył, że gmina stara się zażegnać zaistniały konflikt w sposób satysfakcjonujący wszystkich: - Chcemy państwu wyjść naprzeciw, ale nie chcemy utrudniać życia firmie Brauner – mówił.
Jeśli sprawa trafi do wojewody, może on po analizie w trybie nadzoru podjąć decyzję uchylającą pozwolenie i wtedy decyzja wróci do ponownego rozpatrzenia. - Postępowanie zacznie się od początku, tym razem bez uchybień – mówili urzędnicy.
Po skończonym spotkaniu mieszkańcy jeszcze chwilę wymieniali wrażenia. Zagadywani przez nas opowiadali, że nie czują się usatysfakcjonowani tym, co usłyszeli. – Jak to jest, że nikt nie potrafi odpowiedzieć nam na proste pytania, które zdaliśmy w pismach? – zastanawiała się Henryka Kuklicz. – Dlaczego nikt nie wie, czy ta budowla spełnia normy Unii Europejskiej jeśli chodzi o odległość od budynków mieszkalnych oraz odprowadzanie ścieków z domu przedpogrzebowego do kanalizacji zbiorczej? – pytała.
Część lokatorów stwierdziła, że jeśli nie pomoże wojewoda, uderzą jeszcze wyżej, bo chociaż zmarli mają swoje prawa, to i żywym nie można ich odmówić.
W trakcie przygotowywania artykułu nie zgodził się z nami porozmawiać żaden z przedstawicieli firmy Brauner. Również rzecznik prasowy firmy przebywa w tej chwili na urlopie. Tym samym nie możemy Państwu zaprezentować opinii tych, którzy znajdują się w samym centrum wydarzeń związanych z omawianą wyżej sprawą.
W dniu 30 maja b.r. dowiedzieliśmy się, że Spółdzielnia Mieszkaniowa wystosuje do Wojewody Śląskiego pismo równoległe do pisma mieszkańców. W tej chwili pismo jest w opracowaniu.
autor: Kasia Tomczyk, Silesia Media
Kontrowersyjna sprawa rozpoczęła się w kwietniu 2002 r., gdy do Urzędu Miasta wpłynęła oferta zakupu nieruchomości pod budowę kaplicy dla wiernych. Działka znajdująca się u zbiegu ulic Polnej i Szpitalnej w miejscu, w którym kiedyś znajdował się cmentarz ewangelicki, została sprzedana państwu Renacie i Stefanowi Brauner pół roku później. W grudniu inwestorzy złożyli wniosek o ustalenie warunków zabudowy i zagospodarowania terenu.
Postępowanie administracyjne rozpoczęło się w lutym. - Wniosek o pozwolenie na budowę był dość szeroki, oprócz domu przedpogrzebowego obejmował ponadto kolumbarium – tłumaczy Andrzej Szaton, ówczesny Naczelnik Wydziału Gospodarki Przestrzennej, Architektury i Budownictwa. - Uznaliśmy, że budowa kolumbarium jest niezgodna z planem miejscowym i wydaliśmy decyzję odmowną. Inwestor odwołała się od tej decyzji do wojewody, który otrzymał całość akt w tej sprawie, po wnikliwym rozpatrzeniu odwołania utrzymał decyzję w mocy - mówi.
W lipcu 2005 r. do WGPAiB wpłynął wniosek o pozwolenie na budowę z wszystkimi wymaganymi załącznikami oraz projektem budowlanym. W tym samym miesiącu rozpoczęto postępowanie administracyjne. Powiadomiony Śląski Konserwator Zabytków nie miał uwag do inwestycji, podobnie jak pozostałe instytucje i organy, do których dotarła wiadomość. Ostatecznie we wrześniu 2005 r. wydane zostało pozwolenie. - Inwestor kupuje nieruchomość po to, żeby zrealizować swoje zamierzenia. Pytanie należy zadać decydentom, dlaczego sprzedali nieruchomość Zakładowi Pogrzebowemu, który podobną działalność od wielu lat prowadzi w Chorzowie. Sprzedając ten teren Zarząd Miasta musiał być świadom tego, co tam powstanie. Rozpatrując wniosek inwestora o pozwoleniu na budowę podejrzewałem, iż ta inwestycja może wywołać dyskusję. Dlatego postępowanie było prowadzone z należytą starannością. Zwróciłem się o opinię urbanistyczną do dr inż. arch. Stanisława Lessaera – autora miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla centrum miasta Świętochłowice. Jego pozytywna opinia pozwoliła na wydanie pozwolenia na budowę – mówi Andrzej Szaton.
W kwietniu bieżącego roku na działce przy zbiegu ulic Polnej i Szpitalnej rozpoczęły się roboty budowlane. – Od szóstej rano ciężki sprzęt, robotnicy, hałas – skarżą się mieszkańcy. – Jesteśmy starsi, schorowani i chcemy trochę spokoju. Gdy się tutaj wprowadzaliśmy, wiedzieliśmy, że mamy widok na cmentarze. Ale przyzwyczailiśmy się również dlatego, że w dużej mierze przesłaniały je drzewa. Później wybudowali Drogową Trasę Średnicową – od tej pory ciężko jest nawet otworzyć okna w nocy, bo hałas nie daje spać. – mówi Henryka Kuklicz. – Teraz jeszcze okazuje się, że nieco ponad trzydzieści metrów od bloku powstanie dom przedpogrzebowy z prosektorium, do którego zwożone będą ciała nie tylko ze Świętochłowic, ale i z miast ościennych - dodaje Barbara Dąbrowska. – Już teraz pan Brauner jest kłopotliwym sąsiadem. Składuje śmieci poza swoją działką, niegrzecznie się do nas odnosi. Straszy, że za dwa lata nam tutaj krematorium postawi – denerwuje się pan Jan Dąbrowski. Rzeczywiście – plotka ta przekazywana jest w Świętochłowicach z ust do ust.
Kliknij aby powiększyć ! Kliknij aby powiększyć !
Pogłoski te nie znajdują jednak potwierdzenia w rzeczywistości. - Przedmiotem postępowania nie było krematorium, spalarnia czy prosektorium, jak niektórzy mówili – odpowiada Andrzej Szaton pytany o tą kwestię.
Jak dowiedzieliśmy się, celem inwestycji jest obsługa ceremonii pogrzebowych odbywających się na dwóch przyległych cmentarzach oraz innych pobliskich nekropoliach oraz organizowanie styp. Zgodnie z prawem dom przedpogrzebowy powinien posiadać pomieszczenia do przechowywania zwłok, odbywania ceremonii oraz wykonywania oględzin lub sekcji sądowo – lekarskich. W projektowanym, piętrowym budynku przewidziano więc komorę chłodniczą, kaplicę oraz salę sekcyjną z wymaganym dla niej zapleczem. Mieścić będzie się w nim również biuro z poczekalnią, pomieszczenie na ekspozycje trumien, pomieszczenia do przygotowywania i ekspozycji zwłok oraz szatnie i zespoły sanitarne.
Sala imprez okolicznościowych ma stanowić niezależną część budynku, do której wchodzić będzie się od strony ulicy Polnej. Większość pomieszczeń ma mieścić się na parterze, a część w piwnicy. Od strony dziedzińca gospodarczego, na którym będą stały karawany i gdzie będzie odbywać się transport zwłok, zaplanowano budowę poziomych i pionowych ekranów, mających zasłaniać dziedziniec. - Prowadząc dyskusje z projektantem sugerowaliśmy, aby projektowany obiekt maksymalnie przesłaniał widok z budynków na działkę. Jak dobrze pamiętam, widoczność przesłaniać ma w miarę wysoka ściana budynku domu przedpogrzebowego. Z punktu widzenia planistycznego ego lokalizacja w bezpośrednim sąsiedztwie dwóch cmentarzy jest trafiona – komentuje Szaton.
Mieszkańcy, mimo zapewnień, zastanawiają się, jaką mają pewność, że nie powstanie tutaj krematorium. - Miała być kaplica, jest prosektorium. Cały czas słyszeliśmy o budynku parterowym, a okazuje się, że będzie piętrowy. Nie wierzymy już w żadne zapewnienia – mówią. Twierdzą też, że jednym z głównych powodów ich protestów jest zbyt mała odległość domu przedpogrzebowego od ich bloku. Z wyliczeń dokonanych przez lokatorów wynika, iż wynosi ona 32,5 m. - Nie pamiętam, jaka jest odległość projektowanego domu przedpogrzebowego od budynków mieszkalnych. Rzeczą istotną jest zapis w planie miejscowym, który dopuszcza w/w inwestycję – komentuje Andrzej Szaton.
Kolejną kwestią, która trapi mieszkańców jest praktyczna strona tego przedsięwzięcia: - To jest potrzebne, ale my żyjemy i też mamy swoje potrzeby. Przede wszystkim chcielibyśmy, aby poszerzone zostało skrzyżowanie ulic Polnej i Szpitalnej, bo jest niebezpieczne. Poza tym – gdzie będą parkować samochody przyjeżdżające do kaplicy? W tej okolicy już w tej chwili ciężko jest postawić samochód. A tak będzie jeszcze ciaśniej i głośniej – na okrągło. Tak komentuje sprawę jedna z mieszkanek. Pozostali boją się jednak przede wszystkim o swoje zdrowie. - Ten teren jest regularnie zalewany ze względu na niedrożną kanalizację i niskie położenie. W piwnicach przy ulicy Matki Polki i naszym bloku często stoi woda. Jaką mamy gwarancję, że to, co będzie wypłukiwane z domu przedpogrzebowego, nie wpłynie na nasze zdrowie? Przecież tam trafiać będą różni ludzie, również zakaźnie chorzy – mówi pani Irena Ogórek.
Obawy mieszkańców w tym zakresie podziela również wiceprezydent Świętochłowic, Maria Kamińska – Knechtel. W rozmowie z nami stwierdziła, że gdyby w grę wchodziła jedynie kaplica, protest mieszkańców byłby niesłuszny. Jednak, skoro w budynku znajdować ma się prosektorium, nie dziwi się, że mieszkańcy się boją. Jak podkreślała, ścieki z domu przedpogrzebowego odprowadzane będą do głównego kolektora, biegnącego od „Skałki” i ostatecznie trafiać będą do Rawy. Panią prezydent dziwi również fakt, iż podczas procedury administracyjnej nie ustosunkowano się do tego, czy inwestycja należy do przedsięwzięć mogących znacząco oddziaływać na środowisko. W jej opinii w tym przypadku zlecenie wykonania takiej ekspertyzy przez inwestora powinno mieć miejsce. Andrzej Szaton twierdzi natomiast, że inwestycja nie znalazła się w wykazie inwestycji mogących negatywnie oddziaływać na środowisko, dlatego brak jest wezwania inwestora do sporządzenia raportu oddziaływania na środowisko. Potwierdzeniem powyższego jest według niego opinia Wydziału Gospodarki Miejskiej i Ekologii.
Mieszkańcy boją się jednak nie tylko o swoje zdrowie fizyczne. Twierdzą, że przykre widoki, nieuniknione, mimo zabezpieczeń, będą pogarszały ich stan psychiczny. Zdaniem Anny Bautsz, psychologa, bliskie sąsiedztwo miejsc związanych z trudnymi wydarzeniami życiowymi, jak na przykład cmentarz lud dom przedpogrzebowy, nie wydaje się być dobrym rozwiązaniem dla mieszkańców. Zamieszkiwanie w pobliżu takich obiektów zmusza ich do częstszego spotykania się z płaszczyzną trudnych doświadczeń życiowych, jak śmierć, cierpienie, rozpacz, samotność. - Oczywiście nie należy wydarzeń takich, będących przecież częścią życia, chować w kuluarach codzienności. Jednak nie należy również zmuszać do codziennego z nimi obcowania - twierdzi.
Psycholog podkreśla też, że śmierć, żegnanie bliskich osób, są takimi momentami życia, które należy przeżywać w pewnym odosobnieniu, oddaleniu od codziennego biegu zdarzeń. I choć każdy musi zmierzyć się z ich rzeczywistością, negatywnie wpływa na zdrowie psychiczne mieszkańców osiedli, konieczność tak bliskiego kontaktu z nimi. - Tak, jak pozytywny wpływ na samopoczucie człowieka mają piękne widoki i ładnie wyglądające miejsca, tak negatywny wpływ na emocje, a zarazem samopoczucie osób, mają miejsca, które kojarzą się z wydarzeniami trudnymi. Coraz częściej zarówno architekci, jak i psychologowie, podkreślają jak ważne jest otoczenie, w którym mieszkamy, jak istotne dla zdrowia psychicznego jest mieszkanie w środowisku dostarczającemu pozytywnych bodźców percepcyjnych, sprzyjającemu wyzwalaniu pozytywnych skojarzeń emocjonalnych. Warto zatem dbać o jakość otoczenia naszych domów i miejsc, w których spędzamy tak dużo czasu, budując bliskie relacje rodzinne i sąsiedzkie – mówi pani Anna.
Kliknij aby powiększyć ! Kliknij aby powiększyć !
Taka opinia wydaje się również być bliska założeniom przyświecającym uchwalaniu planu zagospodarowania przestrzennego. Faktem jest, iż dokument przewiduje wykonywanie na tym terenie usług niematerialnych komunalnych, w tym działalność zakładów pogrzebowych. Jednakże ma jednocześnie zagwarantować spójność zabudowy terenów nie tylko z programem użytkowym, specyfiką miejsca i możliwościami gospodarczymi miasta, ale również z oczekiwaniami społeczności lokalnej. Jednocześnie ma gwarantować nienaruszalność interesów podmiotów prywatnych i gospodarczych w związku z realizacją zdań wiodących uchwały planu. Ostatecznie – umożliwić działalność różnych podmiotów przy minimalizacji konfliktów i optymalizacji korzyści wynikających ze wspólnych działań.
Wspólnych działań jednak, jak twierdzą mieszkańcy, w tym wypadku zabrakło. Czują się oszukani, ponieważ nikt nie powiadomił ich o planowanej budowie. Nikt nie powiadomił o zamiarze wybudowania domu przedpogrzebowego również Spółdzielni Mieszkaniowej, której są członkami. Spółdzielnia dowiedziała się o całym przedsięwzięciu dopiero z chwilą wydania pozwolenia na budowę. Wcześniejsze pisma, kierowane do zainteresowanych w trakcie trwania procedury adresowane były do Miejskiego Zarządu Budynków Mieszkalnych. Nikt nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, skąd wzięła się taka niekonsekwencja. Andrzej Szaton twierdzi, że stronami w postępowaniu w sprawie pozwolenia na budowę są: inwestor oraz właściciele, użytkownicy wieczyści lub zarządcy nieruchomości znajdujący się w obszarze oddziaływania. Organ administracji architektoniczno-budowlanej prowadząc postępowanie wyznacza strefę oddziaływania obiektu. Ustalono, że oddziaływanie projektowanego obiektu kończy się na granicy przedmiotowej nieruchomości. - Spółdzielnia Mieszkaniowa otrzymała decyzję dodatkowo, zwrotka potwierdzając odbiór decyzji wróciła do Urzędu. Spółdzielnia Mieszkaniowa z możliwości odwołania się od decyzji nie skorzystała - mówi.
Nie zmienia to jednak faktu, że mieszkańcy nie chcą domu przedpogrzebowego pod oknami. Niezależnie od wszelkich okoliczności. Zwłaszcza, że zanim Urząd Miasta postanowił zająć się sprawą feralnej inwestycji, musieli bardzo postarać się, aby ktoś poważnie potraktował ich sprzeciw. Na początku kwietna wystosowali petycję o cofnięcie zgody na budowę do Wydziału Architektury w świętochłowickim magistracie. Dwa tygodnie później złożyli protest w Powiatowym Inspektoracie Nadzoru Budowlanego. Wystąpili też do Zarządu Spółdzielni z prośbą o wsparcie działań mających na celu zapobieżenie budowie. Skierowali także pismo do chorzowskiego Sanepidu. Jak mówią, nikt nie zainteresował się tą sprawą. – Sanepid odpowiedział nam paragrafami, a Inspektorat odesłał do Urzędu Miasta – podsumowuje pani Irena Ogórek. - Jedynie Spółdzielnia poparła nas, wystosowując odpowiednie pismo do Urzędu – dodaje.
Instytucje, do których zwrócili się mieszkańcy twierdzą jednak, że tak właściwie mają związane ręce. Jak powiedziała nam Urszula Mendera-Bożek z Państwowego Powiatowego Inspektoratu Sanitarnego w Chorzowie, Sanepid w domu przedpogrzebowym pojawi się dopiero z chwilą oddawania obiektu do użytku. W tej chwili, skoro nie są jeszcze wybudowane pomieszczenia, inspektorzy nie mają możliwości sprawdzenia zgodności z przepisami ich budowy i wyposażenia. Natomiast ocenę inwestycji pod kątem sanitarnym inwestor zlecił katowickiemu rzeczoznawcy, który projekt zaopiniował pozytywnie.
Marian Budzisz, Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego poinformował nas natomiast, że dokumentacja, która trafiła do niego jest kompletna i spełnia wszystkie wymogi. Jednakże na prośbę mieszkańców zostanie przeprowadzona kontrola na placu budowy. Inspektor tłumaczył też, że pozwoleń na budowę udziela gmina, zaś nadzór budowlany bądź kontroluje prace, bądź odbiera zakończoną już inwestycję, sprawdzając zgodność gotowego już budynku z planami architektonicznymi – dlatego też kierowanie protestów do PINB jest bezzasadne.
Kliknij aby powiększyć ! Kliknij aby powiększyć !
Magistrat, będący jedynym właściwym adresatem pytań i próśb, wciąż jednak milczał. 23 kwietnia zdesperowani mieszkańcy spotkali się osobiście z Prezydentem miasta i jego zastępczynią, ponownie wnosząc postulat zaniechania budowy domu przedpogrzebowego. Zostali zapewnieni o tym, że sprawa zostanie przeanalizowana, a Wydział Architektury odpowie na dręczące ich kwestie. Niestety, aż do 15 maja, czyli dnia spotkania prezydenta z mieszkańcami dzielnicy Centrum, nadal nic nie było wiadomo. Dopiero wtedy mieszkańców poinformowano, że w Wydziale rozpocznie się kontrola, mająca na celu ustalenie przebiegu procedury wydawania pozwolenia na budowę. Dwa dni później, za radą prawnika, lokatorzy wystosowali do wojewody wniosek o wstrzymanie wykonania decyzji zezwalającej na budowę domu przedpogrzebowego.
Kiedy o sprawie zaczęło się robić głośno, prezydent zaprosił mieszańców na kolejne spotkanie, które odbyło się 28 maja. Miało ono na celu pokazanie wstępnych wyników kontroli prowadzonej w WGPAiB. Audyt wyjaśnia okoliczności wydania pozwolenia na budowę obiektu, na którego powstanie nie zgadzają się sąsiadujący z nim mieszkańcy bloku przy ulicy Polnej 74 – 82. Eugeniusz Moś podkreślał w trakcie spotkania, że pozwolenia na budowę wydawane są przez naczelnika Wydziału z upoważnienia prezydenta, lecz bez jego ingerencji w tego typu decyzje. Prezydent zapowiedział, że jeśli zostanie stwierdzone naruszenie prawa, będą wyciągane konsekwencje personalne. Dodał także, że firma Brauner buduje na swoim terenie zgodnie z prawem. Również Andrzej Szaton twierdzi, że inwestor złożył komplet wymaganych dokumentów, a postępowanie prowadzone było starannie. Jego zdaniem potwierdzeniem powyższego może być chociażby fakt podtrzymania przez Wojewodę Śląskiego decyzji o odmowie budowy kolumbarium. - Służby wojewody znały sprawę, więc podejrzewanie mnie, że decyzję wydawałem skrycie czy pokrętnie bez wiedzy Prezydenta, to pomówienie – stwierdza..
W trakcie spotkania urzędnicy starali się wytłumaczyć mieszkańcom zawiłości procedury i prawne aspekty kontrowersyjnej sprawy. Alicja Żebro, naczelnik Wydziału Świadczeń Społecznych i Zamówień Publicznych, z wykształcenia prawnik, mówiła między innymi, że za strony postępowania uznano wyłącznie właścicieli działek sąsiadujących z inwestycją. Tymczasem można uznać za stronę również Spółdzielnię, ponieważ przyszła budowa ma wpływ również na obiekt przez nią zarządzany. Jej zdaniem ta sama zasada dotyczy właścicieli garaży mieszczących się naprzeciwko bloku przy ulicy Polnej. Stwierdziła też, że Wydział Architektury dopuścił się tym samym rażących uchybień w postępowaniu, które mają znaczenie dla wydanej decyzji, gdyż strony nie mogły działać zgodnie z zasadą czynnego udziału w postępowaniu. Tym samym jest ono obarczone wadą, a więc nieważne.
Ostatecznie stwierdzono jednak, że jedyną drogą, pozwalającą powstrzymać budowę, jest znalezienie uchybień w procedurze, którą powinien podążać Wydział Architektury. Urzędnicy, powołując się na opinię radcy prawnego Urzędu, Leszka Kłysia stwierdzili, że wszystkie strony powinny wziąć czynny udział w postępowaniu i złożyć wnioski do Wojewody Śląskiego o ponowne rozpatrzenie decyzji o pozwoleniu na budowę. Powinny również skierować wniosek o decyzję o wstrzymaniu prac nad inwestycją do momentu, kiedy wojewoda nie rozpatrzy sprawy. - Co to jest nasz czynny udział? Już pisaliśmy to wszystko. A teraz mamy pisać po raz drugi? – pytali wzburzeni lokatorzy bloku przy ulicy Polnej. Urzędnicy odpowiadali, że zgodnie z Kodeksem Postępowania Administracyjnego, wniosek może złożyć tylko strona, a w tym przypadku nie jest nią gmina. Alicja Żebro tłumaczyła, że wokół sprawy narosło tyle mitów i kontrowersji, że najlepiej będzie, jeśli zostanie rozstrzygnięta przez drugą instancję. Mieszkańcy nie potrafili jednak przejść do porządku dziennego nad takim rozwiązaniem. Świętochłowiczan usiłował uspokoić prezydent mówiąc, że urząd usiłuje rozwiązać zaistniały problem. - Ale tyłem odwróceni. Mówicie teraz „idźcie sobie do wojewody”, a to przecież Urząd Miasta zawalił – wołał jeden ze wzburzonych mieszkańców. W trakcie gorącej dyskusji padało jeszcze wiele argumentów. Prezydent tłumaczył, że gmina stara się zażegnać zaistniały konflikt w sposób satysfakcjonujący wszystkich: - Chcemy państwu wyjść naprzeciw, ale nie chcemy utrudniać życia firmie Brauner – mówił.
Jeśli sprawa trafi do wojewody, może on po analizie w trybie nadzoru podjąć decyzję uchylającą pozwolenie i wtedy decyzja wróci do ponownego rozpatrzenia. - Postępowanie zacznie się od początku, tym razem bez uchybień – mówili urzędnicy.
Po skończonym spotkaniu mieszkańcy jeszcze chwilę wymieniali wrażenia. Zagadywani przez nas opowiadali, że nie czują się usatysfakcjonowani tym, co usłyszeli. – Jak to jest, że nikt nie potrafi odpowiedzieć nam na proste pytania, które zdaliśmy w pismach? – zastanawiała się Henryka Kuklicz. – Dlaczego nikt nie wie, czy ta budowla spełnia normy Unii Europejskiej jeśli chodzi o odległość od budynków mieszkalnych oraz odprowadzanie ścieków z domu przedpogrzebowego do kanalizacji zbiorczej? – pytała.
Część lokatorów stwierdziła, że jeśli nie pomoże wojewoda, uderzą jeszcze wyżej, bo chociaż zmarli mają swoje prawa, to i żywym nie można ich odmówić.
W trakcie przygotowywania artykułu nie zgodził się z nami porozmawiać żaden z przedstawicieli firmy Brauner. Również rzecznik prasowy firmy przebywa w tej chwili na urlopie. Tym samym nie możemy Państwu zaprezentować opinii tych, którzy znajdują się w samym centrum wydarzeń związanych z omawianą wyżej sprawą.
W dniu 30 maja b.r. dowiedzieliśmy się, że Spółdzielnia Mieszkaniowa wystosuje do Wojewody Śląskiego pismo równoległe do pisma mieszkańców. W tej chwili pismo jest w opracowaniu.
autor: Kasia Tomczyk, Silesia Media
Kasia Tomczyk
- OGŁOSZENIA
- garaż
- Sok MEGA LIFE – bomba witaminowa, na której możesz zarobić!!!
- Dołącz do nowej firmy kosmetycznej MARIZA
- praca-szybko zarobisz -Oriflame
- Sprzątanie grobów
- KUPIĘ zadłużoną spółkę
- Zostań Konsultantką/em ORIFLAME-praca dodatkowa!
- Niemiecki dla Opiekunek w domu
- Medugorje
- ZERO TOLERANCJI DLA DŁUŻNIKÓW!!
- Sól drogowa
- NA ZIMĘ I LATO TYLKO DOLOMITY

Dodaj komentarz
zgłoś nadużycie , Utworzony: 2009-11-26 18:33:42
zgłoś nadużycie , Utworzony: 2008-11-09 12:29:00