2008-11-02
Filmowe Centrum - III ujęcie
To już trzecia i ostatnia część naszego cyklu. Po zaprezentowaniu filmowych wspomnień z Chropaczowa i Lipin, przyszedł czas na centrum Świętochłowic.
Fot. zdjęcie pochodzi z Portalu filmpolski.pl
(...) Pewne jest, że Chropaczów i Lipiny to najbardziej oblegane przez filmowców dzielnice Świętochłowic, lecz wspomniany wcześniej Kazimierz Kutz oraz Robert Gliński wraz ze swoimi filmami postanowili skorzystać z gościnności mieszkańców dzielnicy Centrum. To właśnie w sercu Świętochłowic pierwszy z nich nakręcił jedną ze scen legendarnej „Soli ziemi czarnej”, a drugi kilka kadrów „Benka”.
Ekipa filmowa Kutza pojawiła się w świętochłowickim kościele ewangelickim. Oprócz zawodowych aktorów w produkcji udział wzięli także parafianie. Większość z nich niestety już nie żyje. Ci, którzy pamiętają tamte czasy, wspominają – Wraz z ekipą filmową do Świętochłowic przybyło wielu znakomitych aktorów, ale także gapiów. Pamiętam jak kręcono ten film w naszym kościele. Byliśmy wtedy w centrum uwagi. Nasi znajomi – parafianie przebrani w śląskie stroje odgrywali poszczególne role. W filmie brały udział całe pokolenia. Nierzadko zdarzało się, że aktorkami były matka z córką – mówi jedna z parafianek kościoła ewangelickiego, która widziała pracę nad filmem.
Sam film był „superprodukcją” nie tylko dla regionu śląskiego, lecz także dla całego narodu polskiego. Zdobywał nagrody na festiwalach zagranicznych. W śląskich sercach podtrzymywał nadzieję, że region śląski powróci do lat świetności, a ludzie z wszystkich zakątków będą przyjeżdżać i go podziwiać. Był swoistego rodzaju podziękowaniem dla ślązaków za ich ciężką pracę. – Obsada aktorska zrobiła na nas wielkie wrażenie. Takie nazwiska jak Englert, Łukaszewicz, Cnota to jest coś, lecz zmobilizowało nas to do jeszcze większych poświęceń i walki oto, aby społeczność Świętochłowic pokazana była w filmie jak najlepiej. Każdy z nas, nie tylko grający, ale każdy parafianin, śledził z uwagą losy produkcji. Czuliśmy się w pewien sposób wyróżnieni, gdy film zdobywał kolejne nagrody. Ja sama żałowałam nawet, że nie mogłam wziąć w nim udziału. W późniejszym czasie wiele razy prowadziliśmy luźne rozmowy na temat filmu z następnymi pokoleniami. Parę razy się nawet zdarzyło, że sam ksiądz podczas ogłoszeń wspominał tamte sytuacje. Lecz była to wtedy inna Polska, inny świat i boję się, że taka sytuacja może się już nie powtórzyć – kończy parafianka.
Robert Gliński wraz ze swoją produkcją „Benek” pojawił się w Świętochłowicach w 2006 roku. Film traktuje o sytuacji 29-letniego mężczyzny, który postanawia odmienić swoje życie. Bierze odprawę i odchodzi z kopalni. Kolejne próby zdobycia jakiekolwiek zatrudnienia kończą się niepowodzeniem. Próbuje nawet swych sił jako męska prostytutka, lecz i to mu nie wychodzi. Dzięki pomocy kolegów górników znajduje swoją miłość, która pomaga mu odmienić życie. W scenach kręconych w naszym mieście postanowiono zaangażować statystów. – Przyznam, że dla mnie udział w filmie był jedną wielką przygodą, którą na pewno chciałbym przeżyć jeszcze raz. Współpracę z reżyserem wspominam bardzo miło. Bardzo wiele się od niego nauczyłem. Po za tym widziałem, jak do ekipy filmowej podchodzili ludzi i gratulowali świetnego pomysłu. Sam spotkałem się z wieloma opiniami, że film doskonale mówi o sytuacji życiowej wielu górników. Odchodzących z kopalni, odbierający wysokie odprawy, które przepadają i w późniejszym okresie ludzie nie mają za co żyć – mówi jeden ze statystów biorący udział w filmie. – Chciałbym, aby kiedyś ponownie ekipa filmowa zawitała do mojej dzielnicy. Może będą szukali ludzi z doświadczeniem, będę wtedy idealnym kandydatem – śmieje się. – Byłem sławny, ludzie przychodzili oglądać pracę filmowców, a przy okazji przyglądali się także i mnie, a więc czuję się wyróżniony – kończy żartobliwie.
Wszystkie filmu, które były kręcone na terenie naszego miasta wpisały się bardzo mocno w historię Świętochłowic. Spowodowały, że o mieście było głośno. Sprawiły, że mieszkańcy miasta choć przez chwilę odrywali się od szarej rzeczywistości i czuli się ważni, potrzebni, docenieni.
Miejmy nadzieję, że świętochłowickich klapsów będzie jeszcze wiele. Dzięki słowom „kamera... akcja!” rozbrzmiewającym na ulicach, miasto zyskuje nowe, lepsze oblicze. A taka promocja jest mu bardzo potrzebna. Pozostaje tylko marzyć, że Świętochłowice pojawią się na dużym ekranie jeszcze wiele razy i to nie jako symbol biedy, bezrobocia czy szarości.
Od autora: Serdecznie dziękuję za pomoc w przygotowaniu artykułu Joannie Bartel, Ryszardowi Zaorskiemu, Stanisławowi Jędryce, Agencji Filmowej oraz wszystkim osobom, które przyczyniły się do powstania artykułu, a chciały pozostać anonimowe.
Ekipa filmowa Kutza pojawiła się w świętochłowickim kościele ewangelickim. Oprócz zawodowych aktorów w produkcji udział wzięli także parafianie. Większość z nich niestety już nie żyje. Ci, którzy pamiętają tamte czasy, wspominają – Wraz z ekipą filmową do Świętochłowic przybyło wielu znakomitych aktorów, ale także gapiów. Pamiętam jak kręcono ten film w naszym kościele. Byliśmy wtedy w centrum uwagi. Nasi znajomi – parafianie przebrani w śląskie stroje odgrywali poszczególne role. W filmie brały udział całe pokolenia. Nierzadko zdarzało się, że aktorkami były matka z córką – mówi jedna z parafianek kościoła ewangelickiego, która widziała pracę nad filmem.
Sam film był „superprodukcją” nie tylko dla regionu śląskiego, lecz także dla całego narodu polskiego. Zdobywał nagrody na festiwalach zagranicznych. W śląskich sercach podtrzymywał nadzieję, że region śląski powróci do lat świetności, a ludzie z wszystkich zakątków będą przyjeżdżać i go podziwiać. Był swoistego rodzaju podziękowaniem dla ślązaków za ich ciężką pracę. – Obsada aktorska zrobiła na nas wielkie wrażenie. Takie nazwiska jak Englert, Łukaszewicz, Cnota to jest coś, lecz zmobilizowało nas to do jeszcze większych poświęceń i walki oto, aby społeczność Świętochłowic pokazana była w filmie jak najlepiej. Każdy z nas, nie tylko grający, ale każdy parafianin, śledził z uwagą losy produkcji. Czuliśmy się w pewien sposób wyróżnieni, gdy film zdobywał kolejne nagrody. Ja sama żałowałam nawet, że nie mogłam wziąć w nim udziału. W późniejszym czasie wiele razy prowadziliśmy luźne rozmowy na temat filmu z następnymi pokoleniami. Parę razy się nawet zdarzyło, że sam ksiądz podczas ogłoszeń wspominał tamte sytuacje. Lecz była to wtedy inna Polska, inny świat i boję się, że taka sytuacja może się już nie powtórzyć – kończy parafianka.
Robert Gliński wraz ze swoją produkcją „Benek” pojawił się w Świętochłowicach w 2006 roku. Film traktuje o sytuacji 29-letniego mężczyzny, który postanawia odmienić swoje życie. Bierze odprawę i odchodzi z kopalni. Kolejne próby zdobycia jakiekolwiek zatrudnienia kończą się niepowodzeniem. Próbuje nawet swych sił jako męska prostytutka, lecz i to mu nie wychodzi. Dzięki pomocy kolegów górników znajduje swoją miłość, która pomaga mu odmienić życie. W scenach kręconych w naszym mieście postanowiono zaangażować statystów. – Przyznam, że dla mnie udział w filmie był jedną wielką przygodą, którą na pewno chciałbym przeżyć jeszcze raz. Współpracę z reżyserem wspominam bardzo miło. Bardzo wiele się od niego nauczyłem. Po za tym widziałem, jak do ekipy filmowej podchodzili ludzi i gratulowali świetnego pomysłu. Sam spotkałem się z wieloma opiniami, że film doskonale mówi o sytuacji życiowej wielu górników. Odchodzących z kopalni, odbierający wysokie odprawy, które przepadają i w późniejszym okresie ludzie nie mają za co żyć – mówi jeden ze statystów biorący udział w filmie. – Chciałbym, aby kiedyś ponownie ekipa filmowa zawitała do mojej dzielnicy. Może będą szukali ludzi z doświadczeniem, będę wtedy idealnym kandydatem – śmieje się. – Byłem sławny, ludzie przychodzili oglądać pracę filmowców, a przy okazji przyglądali się także i mnie, a więc czuję się wyróżniony – kończy żartobliwie.
Wszystkie filmu, które były kręcone na terenie naszego miasta wpisały się bardzo mocno w historię Świętochłowic. Spowodowały, że o mieście było głośno. Sprawiły, że mieszkańcy miasta choć przez chwilę odrywali się od szarej rzeczywistości i czuli się ważni, potrzebni, docenieni.
Miejmy nadzieję, że świętochłowickich klapsów będzie jeszcze wiele. Dzięki słowom „kamera... akcja!” rozbrzmiewającym na ulicach, miasto zyskuje nowe, lepsze oblicze. A taka promocja jest mu bardzo potrzebna. Pozostaje tylko marzyć, że Świętochłowice pojawią się na dużym ekranie jeszcze wiele razy i to nie jako symbol biedy, bezrobocia czy szarości.
Od autora: Serdecznie dziękuję za pomoc w przygotowaniu artykułu Joannie Bartel, Ryszardowi Zaorskiemu, Stanisławowi Jędryce, Agencji Filmowej oraz wszystkim osobom, które przyczyniły się do powstania artykułu, a chciały pozostać anonimowe.
Adam Kaczmarek
- OGŁOSZENIA
- Pani spotka się z Panem
- Schody Rintal-tylko w maju stopniowa promocja ile
- Praca DODATKOWA
- KUPIĘ zadłużoną spółkę
- GRECJA wypoczynek & zwiedzanie
- Kupię Przejmę Zadłużoną spółkę akcyjną lub z o.o.
- MARIZA - Zarabiaj z Nami !
- Dołącz do Oriflame - zarabiaj jako konsultantka!
- Kupię Spółkę - Skup Zadłużonych Spółek
- Zostań konsultantką(em) Oriflame!
- Telewizor Grundig
- Słupki ogrodzeniowe

Dodaj komentarz