2010-08-13
Kocham Świętochłowice
No i pękło. Pękło, pizło, dżistło. Coś. We mnie. Nie wiem czy bardziej przyczyniły się do tego wydarzenia ostatnich miesięcy, jakich byliśmy świadkami na scenie lokalnej, czy jednak na tej krajowej? Ale wiem, że jak coś we mnie piźnie to na amen. Wtedy zaczynam pisać. Ot, taka terapia bez kładzenia się na kozetce. Za to z kładzeniem… zapisanych stron na dnie szuflady. Jednak tym razem spotkał mnie prawdziwy luksus. Portal swce.pl udostępnił mi swoje łamy (a raczej kilka zbędnych kilobajtów na serwerze), abym mógł uporać się ze swoimi problemami w nader komfortowych warunkach.
Tak! Niestety Drodzy Mieszkańcy! Jesteście skazani na czytanie moich subiektywnie obiektywnych przemyśleń przez najbliższy czas. Mam nadzieję, że nikogo w tym czasie nie urażę, nie znieważę, nie pomówię, ani niczego nie zbezczeszczę, a co najwyżej rozbudzę dyskusję. Bo do rzeczowej polemiki gotów jestem zawsze! Aha, i najważniejsze... na jesień tego roku skorzystam tylko i wyłącznie z czynnego prawa wyborczego, przyglądając się jak inni zabijają się o 23 stołki w magistracie.
Oficjalnie już rozpoczynając, umieszczam nieco wyświechtany i już publikowany tekst, który ma wszelkie cechy by nazwać go infantylnym, lecz według mojej subiektywno obiektywnej opinii ujmuje myśl przewodnią rozpoczynanego cyklu felietonów.
I ♥ SW – I love Świętochłowice – Kocham Świętochłowice. Chyba każdy doskonale zna to hasło. Slogan promocyjny naszego miasta stylizowany z jednej strony na słynne I ♥ NY (kocham Nowy York), a z drugiej na tablice rejestracyjną. Pomysł dość ciekawy, ale i często krytykowany, bowiem Świętochłowiczanie skrót SW zdołali już rozszyfrować jako: Służba Więzienna (ostatnio szczególnie modna), Star Wars, czy Stalowa Wola, a jakość całego loga ocenić miernie i przyrównać do rejestracji „Nowożeńcy”.
Ludzie pastwią się nad logiem, które można spotkać w mieście niemal na każdym kroku. Jest obecne na materiałach promocyjnych Urzędu Miasta, samochodach MPGK oraz skarpie przed Mijanką. Świętochłowiczanie pewnie nabrali logowstrętu i, jak w słynnej rozmowie nauczyciela z uczniem w „Ferdydurke” Gombrowicza, im bardziej każe im się kochać to oni nie kochają. A może za dobrze znają realia życia w mieście, by dać się zwieść magicznemu I ♥ SW?
Zwykły świętochłowiczanin, wychodząc rano ze swojego bloku lub familoka, pewnie nie zastanawia się nad uczuciami wyższymi do swojego miasta. Pracując w Chorzowie, robiąc zakupy w Rudzie Śląskiej i bawiąc w Katowicach, wraca do Świętochłowic wieczorem, co najwyżej po to, by przy kolacji ponarzekać na miejsce gdzie przychodzi mu spędzić noc.
Czy to możliwe aby w Świętochłowicach nie było nic interesującego poza nakazem kochania wydanym przez miejskie władze? Fakt – o pracę w mieście ciężko, oferta edukacyjna kończy się na możliwości zdobycia matury, a największą rozrywką jest Festiwal Polki. Wesoło nie ma, nikt nie oczekuje, że Świętochłowice jako pierwsze wyznają nam miłość, nikt też nie chce kochać miasta bez wzajemności. A tym bardziej tragicznie. I co?
I przytłaczająca większość spogląda na Władze i Urząd, jakby zapominając, że w obecnym ustroju (dla przypomnienia „demokracja” – władza ludu) wiele zależy od inicjatywy społecznej. Dziś natomiast możemy odnieść wrażenie, iż propagandowe: „Pomożecie? Pomożemy!” czasów Gierka było bardziej prospołeczne niż obecne postawy mieszkańców.
No bo przecież „wiadomo”: Aby pracować społecznie (czyli za nic; no chyba, że ktoś chce uprawiać społeczną prostytucję) trzeba kochać, a Świętochłowic kochać się nie da i sprawa załatwiona – narzekajmy dalej czekając aż wszystko się zawali, a winę zrzuci na Tamtych.
Można się jednak przemóc i przystąpić do krótkiego kursu kochania. Wystarczy, że codziennie postaramy się dostrzec choć jedną interesującą rzecz w naszym mieście, ot choćby ciekawie fasady zabytków obrzucone promieniami zachodzącego słońca, prostą lecz przyciągającą wzrok architekturę kamienic, zieleń parków, czy spokój Góry Hugona. Szukając należy cały czas myśleć o tym, że Świętochłowice to nie Władza ani Urząd. Świętochłowice to MY – mieszkańcy. I to od nas zależy wizerunek oraz przyszłość miasta. Ja taki kurs robię codziennie wychodząc z domu. Pomaga. Kocham Świętochłowice!
Oficjalnie już rozpoczynając, umieszczam nieco wyświechtany i już publikowany tekst, który ma wszelkie cechy by nazwać go infantylnym, lecz według mojej subiektywno obiektywnej opinii ujmuje myśl przewodnią rozpoczynanego cyklu felietonów.
I ♥ SW – I love Świętochłowice – Kocham Świętochłowice. Chyba każdy doskonale zna to hasło. Slogan promocyjny naszego miasta stylizowany z jednej strony na słynne I ♥ NY (kocham Nowy York), a z drugiej na tablice rejestracyjną. Pomysł dość ciekawy, ale i często krytykowany, bowiem Świętochłowiczanie skrót SW zdołali już rozszyfrować jako: Służba Więzienna (ostatnio szczególnie modna), Star Wars, czy Stalowa Wola, a jakość całego loga ocenić miernie i przyrównać do rejestracji „Nowożeńcy”.
Ludzie pastwią się nad logiem, które można spotkać w mieście niemal na każdym kroku. Jest obecne na materiałach promocyjnych Urzędu Miasta, samochodach MPGK oraz skarpie przed Mijanką. Świętochłowiczanie pewnie nabrali logowstrętu i, jak w słynnej rozmowie nauczyciela z uczniem w „Ferdydurke” Gombrowicza, im bardziej każe im się kochać to oni nie kochają. A może za dobrze znają realia życia w mieście, by dać się zwieść magicznemu I ♥ SW?
Zwykły świętochłowiczanin, wychodząc rano ze swojego bloku lub familoka, pewnie nie zastanawia się nad uczuciami wyższymi do swojego miasta. Pracując w Chorzowie, robiąc zakupy w Rudzie Śląskiej i bawiąc w Katowicach, wraca do Świętochłowic wieczorem, co najwyżej po to, by przy kolacji ponarzekać na miejsce gdzie przychodzi mu spędzić noc.
Czy to możliwe aby w Świętochłowicach nie było nic interesującego poza nakazem kochania wydanym przez miejskie władze? Fakt – o pracę w mieście ciężko, oferta edukacyjna kończy się na możliwości zdobycia matury, a największą rozrywką jest Festiwal Polki. Wesoło nie ma, nikt nie oczekuje, że Świętochłowice jako pierwsze wyznają nam miłość, nikt też nie chce kochać miasta bez wzajemności. A tym bardziej tragicznie. I co?
I przytłaczająca większość spogląda na Władze i Urząd, jakby zapominając, że w obecnym ustroju (dla przypomnienia „demokracja” – władza ludu) wiele zależy od inicjatywy społecznej. Dziś natomiast możemy odnieść wrażenie, iż propagandowe: „Pomożecie? Pomożemy!” czasów Gierka było bardziej prospołeczne niż obecne postawy mieszkańców.
No bo przecież „wiadomo”: Aby pracować społecznie (czyli za nic; no chyba, że ktoś chce uprawiać społeczną prostytucję) trzeba kochać, a Świętochłowic kochać się nie da i sprawa załatwiona – narzekajmy dalej czekając aż wszystko się zawali, a winę zrzuci na Tamtych.
Można się jednak przemóc i przystąpić do krótkiego kursu kochania. Wystarczy, że codziennie postaramy się dostrzec choć jedną interesującą rzecz w naszym mieście, ot choćby ciekawie fasady zabytków obrzucone promieniami zachodzącego słońca, prostą lecz przyciągającą wzrok architekturę kamienic, zieleń parków, czy spokój Góry Hugona. Szukając należy cały czas myśleć o tym, że Świętochłowice to nie Władza ani Urząd. Świętochłowice to MY – mieszkańcy. I to od nas zależy wizerunek oraz przyszłość miasta. Ja taki kurs robię codziennie wychodząc z domu. Pomaga. Kocham Świętochłowice!
Alan Zych
- OGŁOSZENIA
- garaż
- Sok MEGA LIFE – bomba witaminowa, na której możesz zarobić!!!
- Dołącz do nowej firmy kosmetycznej MARIZA
- praca-szybko zarobisz -Oriflame
- Sprzątanie grobów
- KUPIĘ zadłużoną spółkę
- Zostań Konsultantką/em ORIFLAME-praca dodatkowa!
- Niemiecki dla Opiekunek w domu
- Medugorje
- ZERO TOLERANCJI DLA DŁUŻNIKÓW!!
- Sól drogowa
- NA ZIMĘ I LATO TYLKO DOLOMITY

Dodaj komentarz
zgłoś nadużycie , Utworzony: 2010-09-07 10:49:24
zgłoś nadużycie Czytelniczka z Piaśnik, Utworzony: 2010-09-01 17:45:05
zgłoś nadużycie obserwator, Utworzony: 2010-08-21 11:26:43
zgłoś nadużycie Czytelnik z Piasnik, Utworzony: 2010-08-20 20:10:13
zgłoś nadużycie zainteresowany, Utworzony: 2010-08-20 20:08:37