2009-01-19
Lipińskie komunie
Jak kiedyś wyglądały w naszym mieście Pierwsze Komunie Święte? Chcemy przyjrzeć się zwłaszcza tym, które już mało kto pamięta. Czym różnił się ten szczególny dzień w lipińskiej parafii św. Augustyna w 1937 od dzisiejszych uroczystości?
W Lipinach trzecioklasiści ze wszystkich szkół przystępowali do tego sakramentu razem, na Mszy Św o godzinie 9.00.
Jednak zanim nadszedł ten dzień, dzieci uczestniczyły w przygotowaniach odbywających się po lekcjach w budynku Dom Parafialnego, tzw "Domu Związkowym". Spowiedź odbywała się w sobotę poprzedzającą dzień komunii.
W niedzielę przejęte dzieci zbierały się na placu przy probostwie, skąd w asyście księży i przy dźwiekach grającej orkiestry czwórkami wyruszały do kościoła. Tam chłopcy zajmowali ławki po lewej a dziewczynki po prawej stronie.
Ubranka komunijne nie były jednakowe, jak dzisiaj w większości parafii. Dziewczynki miały na sobie białe sukienki, na głowach mirtowe wianki a w ręku owinięte mirtem i przewiązane białymi kokardami świece. Chłopcy wystrojeni byli w granatowe garnitury, w których klapie przypięta była "różdżka" z mirtu. Popularne też były ubranka "marynarskie". Mali mężczyżni również trzymali świeczki. W czasie Mszy św. podczas ofiary dzieci szły dookoła ołtarza z zapalonymi świecami. Również podchodząc do przyjęcia komunii św. trzymały płonące świece. Do komunii podchodziło się kolejno ławkami, najpierw chłopcy, potem dziewczynki. W czasie całej mszy w kościele dyżurowały nauczycielki trzecioklasistów i siostry z Czerwonego Krzyża.
Po zakończeniu uroczystości pierwszokomuniści znów ustawiali się czwórkami i w takim szyku opuszczali kościół. Stąd przechodzili do budynku przy ul. Chorzowskiej (dziś mieści się tam Centrum Kultury Śląskiej- Lipiny) zwanym wtedy zwyczajowo "U Kaczmarskiego". Tam w dużej sali, na stołach przykrytych białymi obrusami czekał na nie poczęstunek. Na tależach leżały pokrojone kawałki kołocza a w filiżankach stygło kakao.
Ta "uczta" była powodem wielu niesnasek i żalów, gdyż korzystały z niej tylko dzieci uboższych rodziców. Pójście "do Kaczmarskiego" jednoznaczne było z ujawnieniem statusu materialnego rodziny. Wiele dzieci długo mało żal do swych rodziców, że kazali im uczestniczyć w tym przyjęciu. Te, które nie korzystały ze zbiorowego poczęstunku, szły od razu do domów, gdzie rozpoczynało sie przyjęcie dla rodziny.
Bezrobotni lipinianie mogli liczyć na pomoc z opieki społecznej. Wiele dzieci własnie stamtąd dostawało komunijne ubrania. Te rodziny, w których ojciec pracował, najczęściej kupowały stroje "u Żyda", nieliczni tylko szyli sukienki i garnitury u krawcowych bądź kupowali gotowe. Często uroczysty strój na ten dzień "sponsorowało" starsze, pracujące już rodzeństwo.
Rodzinne przyjęcia komunijne nie umywały się wtedy do dzisiejszych "małych wesel". Brali w nich udział jedynie najbliżsi - rodzice, rodzeństwo, dziadkowie i chrzestni. Na stole królował kołocz pieczony przez matki. A właściwie przygotowywany w domu i niesiony do piekarza (np. Szczęsnego lub Jaworka).
Również prezenty, które dostawali pierwszokomuniści, były skromne. Najczęściej słodycze - bombonierka była mile widzianym luksusem. Najczęstszym prezentowym marzeniem dzieci był zegarek, więc szczęśliwcy, którym udało się je spełnić, z dumą prezentowali swój nowy nabytek w szkole.
Po południu dzieci znów udawały się do kościoła, gdzie uczestniczyły w nieszporach. Po ich zakończeniu dostawały obrazek- Pamiątkę Pierwszej Komunii Świętej, który wieszano nad ich łóżkami.
Jak łatwo zauważyć, komunia przed siedemdziesięcioma laty niewiele różniła się od dzisiejszej jeśli chodzi o oprawę liturgiczną. Dziś przystępują do niej drugoklasiści wraz z rodzicami, najczęściej w skromnych albach.
Wiele sie jednak zmieniło w kwestii świętowania tej chwili. Kiedyś był poczęstunek - dziś wystawne przyjęcie często zakropione alkoholem, który kiedyś nie miał na komunijnych stołach racji bytu.
Prezenty to już nie medalik i zegarek lecz laptop, aparat, a nawet quad oraz inne "znaki czasu".
A jak dawni i dzisiejsi "komuniści" przeżyli tę chwilę?
Zapraszamy do publikowania w komentarzach swoich wspomnień z tego dnia.
Szczególne podziękowania za pomoc w napisaniu tekstu składam mojej Babci, która przystępowała do komunii w 1937 r. i na Jej wspomnieniach się oparłam. Zdjęcie ilustrujące artykuł to pamiątka komunijna Dziadka i jego Brata. Dziś, niestety, obu nie ma już z nami.
Jednak zanim nadszedł ten dzień, dzieci uczestniczyły w przygotowaniach odbywających się po lekcjach w budynku Dom Parafialnego, tzw "Domu Związkowym". Spowiedź odbywała się w sobotę poprzedzającą dzień komunii.
W niedzielę przejęte dzieci zbierały się na placu przy probostwie, skąd w asyście księży i przy dźwiekach grającej orkiestry czwórkami wyruszały do kościoła. Tam chłopcy zajmowali ławki po lewej a dziewczynki po prawej stronie.
Ubranka komunijne nie były jednakowe, jak dzisiaj w większości parafii. Dziewczynki miały na sobie białe sukienki, na głowach mirtowe wianki a w ręku owinięte mirtem i przewiązane białymi kokardami świece. Chłopcy wystrojeni byli w granatowe garnitury, w których klapie przypięta była "różdżka" z mirtu. Popularne też były ubranka "marynarskie". Mali mężczyżni również trzymali świeczki. W czasie Mszy św. podczas ofiary dzieci szły dookoła ołtarza z zapalonymi świecami. Również podchodząc do przyjęcia komunii św. trzymały płonące świece. Do komunii podchodziło się kolejno ławkami, najpierw chłopcy, potem dziewczynki. W czasie całej mszy w kościele dyżurowały nauczycielki trzecioklasistów i siostry z Czerwonego Krzyża.
Po zakończeniu uroczystości pierwszokomuniści znów ustawiali się czwórkami i w takim szyku opuszczali kościół. Stąd przechodzili do budynku przy ul. Chorzowskiej (dziś mieści się tam Centrum Kultury Śląskiej- Lipiny) zwanym wtedy zwyczajowo "U Kaczmarskiego". Tam w dużej sali, na stołach przykrytych białymi obrusami czekał na nie poczęstunek. Na tależach leżały pokrojone kawałki kołocza a w filiżankach stygło kakao.
Ta "uczta" była powodem wielu niesnasek i żalów, gdyż korzystały z niej tylko dzieci uboższych rodziców. Pójście "do Kaczmarskiego" jednoznaczne było z ujawnieniem statusu materialnego rodziny. Wiele dzieci długo mało żal do swych rodziców, że kazali im uczestniczyć w tym przyjęciu. Te, które nie korzystały ze zbiorowego poczęstunku, szły od razu do domów, gdzie rozpoczynało sie przyjęcie dla rodziny.
Bezrobotni lipinianie mogli liczyć na pomoc z opieki społecznej. Wiele dzieci własnie stamtąd dostawało komunijne ubrania. Te rodziny, w których ojciec pracował, najczęściej kupowały stroje "u Żyda", nieliczni tylko szyli sukienki i garnitury u krawcowych bądź kupowali gotowe. Często uroczysty strój na ten dzień "sponsorowało" starsze, pracujące już rodzeństwo.
Rodzinne przyjęcia komunijne nie umywały się wtedy do dzisiejszych "małych wesel". Brali w nich udział jedynie najbliżsi - rodzice, rodzeństwo, dziadkowie i chrzestni. Na stole królował kołocz pieczony przez matki. A właściwie przygotowywany w domu i niesiony do piekarza (np. Szczęsnego lub Jaworka).
Również prezenty, które dostawali pierwszokomuniści, były skromne. Najczęściej słodycze - bombonierka była mile widzianym luksusem. Najczęstszym prezentowym marzeniem dzieci był zegarek, więc szczęśliwcy, którym udało się je spełnić, z dumą prezentowali swój nowy nabytek w szkole.
Po południu dzieci znów udawały się do kościoła, gdzie uczestniczyły w nieszporach. Po ich zakończeniu dostawały obrazek- Pamiątkę Pierwszej Komunii Świętej, który wieszano nad ich łóżkami.
Jak łatwo zauważyć, komunia przed siedemdziesięcioma laty niewiele różniła się od dzisiejszej jeśli chodzi o oprawę liturgiczną. Dziś przystępują do niej drugoklasiści wraz z rodzicami, najczęściej w skromnych albach.
Wiele sie jednak zmieniło w kwestii świętowania tej chwili. Kiedyś był poczęstunek - dziś wystawne przyjęcie często zakropione alkoholem, który kiedyś nie miał na komunijnych stołach racji bytu.
Prezenty to już nie medalik i zegarek lecz laptop, aparat, a nawet quad oraz inne "znaki czasu".
A jak dawni i dzisiejsi "komuniści" przeżyli tę chwilę?
Zapraszamy do publikowania w komentarzach swoich wspomnień z tego dnia.
Szczególne podziękowania za pomoc w napisaniu tekstu składam mojej Babci, która przystępowała do komunii w 1937 r. i na Jej wspomnieniach się oparłam. Zdjęcie ilustrujące artykuł to pamiątka komunijna Dziadka i jego Brata. Dziś, niestety, obu nie ma już z nami.
Marzena Wojewoda-Rączka
- OGŁOSZENIA
- Pani spotka się z Panem
- Schody Rintal-tylko w maju stopniowa promocja ile
- Praca DODATKOWA
- KUPIĘ zadłużoną spółkę
- GRECJA wypoczynek & zwiedzanie
- Kupię Przejmę Zadłużoną spółkę akcyjną lub z o.o.
- MARIZA - Zarabiaj z Nami !
- Dołącz do Oriflame - zarabiaj jako konsultantka!
- Kupię Spółkę - Skup Zadłużonych Spółek
- Zostań konsultantką(em) Oriflame!
- Telewizor Grundig
- Słupki ogrodzeniowe

Dodaj komentarz