2011-08-16
Multi – kulti
Polityka wielokulturowości upada! – grzmią prawicowi publicyści. Takie stwierdzenia to faszyzm! – odpowiadają ci z lewicy. Co się stało z multi – kulti? – pytają media. Nie łatwo odpowiedzieć na to pytanie, gdy lewica stosuje faszystowskie metody, a polityka wielokulturowości nie upada... bo de facto jej nie ma.
Zaczęło się od Niemiec po II wojnie światowej, kiedy poległa na frontach siła robocza zastępowana była emigrantami z Turcji i Bałkanów. Przyjezdni mieli się dorobić, Niemcy odbudować, a później każdy miał żyć u siebie. Zamierzenie to było tak proste jak i naiwne, bowiem emigranci oprócz marek dorobili się również dzieci, ściągnęli swoje rodziny i nie wiadomo już było co dla nich znaczy być u siebie.
Wbrew pozorom układ ten pasował obu stronom. Niemcy nie musieli zamiatać ulic, a Turcy ze zwykłych roboli stawali się przedsiębiorcami (à la kebab) i ani nie myśleli o wyjeździe. Nawet wówczas, gdy rząd federalny oferował milion (!) euro na rodzinę za opuszczenie kraju bez prawa ponownego osiedlenia. System demokratyczny, z zasady mocno flegmatyczny, doszedł w końcu do wniosku, że sprawa się rypła.
Wtedy powstało multi – kulti. Z konieczności dostosowania propagandy do bieżących potrzeb. Oto naraz emigranci stali się jednym z elementów społeczeństwa, kulturową wartością dodaną, której jeszcze przed chwilą starano się pozbyć. Podchwyciła i reszta Europy, by utaplać się w lewackim bełkocie. Oficjalna retoryka brzmi jednak wspaniale. Jeszcze przed rokiem podczas wizyty śląskiego środowiska w Düsseldorfie nakreślał ją przedstawiciel rządu Nadrenii Północnej – Westfalii. Dziś w Anglii, a wcześniej we Francji widać jej upadek. Tak jak ładnych słów i dobrze budowanych zdań nie można nazwać polityką, tak młodych Turków plujących w posiłek Niemca jedzącego mięso podczas ramadanu nie można nazwać uczestnikami społeczeństwa wielokulturowego.
Przed Zachodem jeszcze dużo nauki, na którą nie ma już czasu. My po 1989 uczymy się stale. Na Górnym Śląsku robimy powtórkę z lekcji minionych lat. Tylko w naszych małych Świętochłowicach wciąż żywe są wspomnienia o tym jak na budowę kościołów katolickiego i ewangelickiego łożyli na wzajem przedstawiciele obu wyznań, zaś do chropaczowskiego dorzucili się i Żydzi. Jak to rodzina Górnoślązaków pochodzenia niemieckiego szła na Hugoberg do swoich znajomych autochtonów, a zaraz obok żyła rodzina żydowska. Dzieci bawiły się wspólnie, a dorośli nie patrzyli na siebie przez pryzmat kształtu czaszki, języka, czy wyznawanej wiary.
To, co dziś zdaje się być utopią, zastępowane jest w Europie lewacką demagogią, która po pozorem szerzenia tolerancji ukrywa nieporadność do pogodzenia ze sobą kultur dalece bardziej odmiennych niż te występujące na Górnym Śląsku. Jednak i u nas jest jeszcze wiele do przypomnienia, bowiem emigrancka władza ludowa skutecznie nauczyła nas myśleć w kategoriach homo socialismus.
Pyrsk!
Wbrew pozorom układ ten pasował obu stronom. Niemcy nie musieli zamiatać ulic, a Turcy ze zwykłych roboli stawali się przedsiębiorcami (à la kebab) i ani nie myśleli o wyjeździe. Nawet wówczas, gdy rząd federalny oferował milion (!) euro na rodzinę za opuszczenie kraju bez prawa ponownego osiedlenia. System demokratyczny, z zasady mocno flegmatyczny, doszedł w końcu do wniosku, że sprawa się rypła.
Wtedy powstało multi – kulti. Z konieczności dostosowania propagandy do bieżących potrzeb. Oto naraz emigranci stali się jednym z elementów społeczeństwa, kulturową wartością dodaną, której jeszcze przed chwilą starano się pozbyć. Podchwyciła i reszta Europy, by utaplać się w lewackim bełkocie. Oficjalna retoryka brzmi jednak wspaniale. Jeszcze przed rokiem podczas wizyty śląskiego środowiska w Düsseldorfie nakreślał ją przedstawiciel rządu Nadrenii Północnej – Westfalii. Dziś w Anglii, a wcześniej we Francji widać jej upadek. Tak jak ładnych słów i dobrze budowanych zdań nie można nazwać polityką, tak młodych Turków plujących w posiłek Niemca jedzącego mięso podczas ramadanu nie można nazwać uczestnikami społeczeństwa wielokulturowego.
Przed Zachodem jeszcze dużo nauki, na którą nie ma już czasu. My po 1989 uczymy się stale. Na Górnym Śląsku robimy powtórkę z lekcji minionych lat. Tylko w naszych małych Świętochłowicach wciąż żywe są wspomnienia o tym jak na budowę kościołów katolickiego i ewangelickiego łożyli na wzajem przedstawiciele obu wyznań, zaś do chropaczowskiego dorzucili się i Żydzi. Jak to rodzina Górnoślązaków pochodzenia niemieckiego szła na Hugoberg do swoich znajomych autochtonów, a zaraz obok żyła rodzina żydowska. Dzieci bawiły się wspólnie, a dorośli nie patrzyli na siebie przez pryzmat kształtu czaszki, języka, czy wyznawanej wiary.
To, co dziś zdaje się być utopią, zastępowane jest w Europie lewacką demagogią, która po pozorem szerzenia tolerancji ukrywa nieporadność do pogodzenia ze sobą kultur dalece bardziej odmiennych niż te występujące na Górnym Śląsku. Jednak i u nas jest jeszcze wiele do przypomnienia, bowiem emigrancka władza ludowa skutecznie nauczyła nas myśleć w kategoriach homo socialismus.
Pyrsk!
Alan Zych
- OGŁOSZENIA
- Pani spotka się z Panem
- Schody Rintal-tylko w maju stopniowa promocja ile
- Praca DODATKOWA
- KUPIĘ zadłużoną spółkę
- GRECJA wypoczynek & zwiedzanie
- Kupię Przejmę Zadłużoną spółkę akcyjną lub z o.o.
- MARIZA - Zarabiaj z Nami !
- Dołącz do Oriflame - zarabiaj jako konsultantka!
- Kupię Spółkę - Skup Zadłużonych Spółek
- Zostań konsultantką(em) Oriflame!
- Telewizor Grundig
- Słupki ogrodzeniowe

Dodaj komentarz
zgłoś nadużycie eda, Utworzony: 2011-08-19 12:15:49
zgłoś nadużycie Jorguś, Utworzony: 2011-08-17 18:11:48
zgłoś nadużycie polska północna, Utworzony: 2011-08-17 10:06:30
Zastanawia mnie jeszcze obraźliwy język, tylko tak mogę zakwalifikować stwierdzenie „utaplać się w lewackim bełkocie”?!! Na koniec jeśli autor pisze, że kultury tej de facto nie ma, to dlaczego później w tekście pisze, że powstała?
Waldemar Batura