2011-04-12
Po co jest radny?
Pytanie pozornie proste. Nawet ci, którzy na co dzień nie interesują się życiem lokalnego samorządu, po chwili zastanowienia są w stanie na nie odpowiedzieć. Radny to przedstawiciel mieszkańców, który ma dbać o ich interesy i pilnować, by stanowione w mieście prawo było skuteczne, jasne i czytelne. Do obowiązków radnego należy też kontakt ze swoimi wyborcami, wysłuchiwanie ich sugestii i wniosków. Tyle założenia. A życie, jak zawsze, pisze własne scenariusze...
Więc jeszcze raz - po co jest radny? Może należałoby raczej spytać, po co nie jest. Bo zdaniem niektórych świętochłowiczan do obowiązków radnego należą zwłaszcza: załatwienie mieszkania (ale nie do remontu!), znalezienie pracy (tylko dobrze płatnej, proszę pana!), firmowanie swoim nazwiskiem prywatnych kwestii (bo jak pani zadzwoni, to inaczej będą patrzeć!), pilotowanie spraw, o których nikt jeszcze nie usłyszał (po co mam pisać wniosek, skoro jeden pana telefon może to załatwić, szkoda mi czasu!), interwencje u kierowników jednostek miejskich (bo mi godziny otwarcia nie pasują, wie pani!).
Przykłady wyżej przytoczone to tylko część oczekiwań, z którymi na co dzień spotykają się świętochłowiccy radni. Ci, z którymi rozmawialiśmy, niechętnie opowiadają o przekraczających ich kompetencje żądaniach mieszkańców, a na publikację wypowiedzi zgadzają się pod warunkiem zachowania anonimowości. - Tu nie chodzi o ewentualną identyfikację mnie, ale tych, którzy do mnie przychodzą – tłumaczy jeden z radnych.
Argumentacja roszczeniowych postaw wyborców jest zazwyczaj taka sama. - No przecież na pana głosowałem – cytuje radny - I co mam wtedy powiedzieć? Że mi miło? Tłumaczyć założenia ustawy o samorządzie gminnym komuś, kto stoi nade mną i oczekuje, że natychmiast znajdę jego córce kilka propozycji zatrudnienia?
- Na porządku dziennym są na przykład prośby o załatwienie dziecku miejsca w przedszkolu. Ludzie nie rozumieją, że nie mogę robić takich rzeczy – mówi pewna radna. – Z drobniejszych spraw, słyszę prośby o interwencję w sprawie naprawy domofonu czy wymiany przepalonej żarówki na klatce schodowej. Wtedy staram się zrobić, co w mojej mocy, bo rozumiem, że czasem człowiek nie ma do kogo pójść z takim pozornie błahym problemem.
Radny, jak się okazuje, musi też być dobrym psychologiem. – Pośrednictwo w sprawach rodzinnych, o które proszą mnie mieszkańcy, to już norma – opowiada inny radny. – Słyszę prośby o pomoc w przeprowadzeni rozwodu, o porady jak postępować z nie słuchającym rodziców dzieckiem. Oczywiście na pierwszym miejscu jest, i to już kolejną kadencję, oczekiwanie załatwienia komuś pracy.
Równie często, jak w załatwieniu zatrudnienia, ludzie chcą pomocy w sprawach mieszkaniowych. – To absolutny top 2 wszystkich kierowanych do mnie wniosków – potwierdza kolejna radna. – Z jednej strony widać po tym, czego w naszym mieście najbardziej brakuje, z drugiej radny naprawdę nie ma możliwości interwencji w takich sprawach. Możemy jedynie postarać się zmienić ten san rzeczy podejmując uchwały.
Zdarzają się też bardzo bezpośrednie prośby – Przychodzą do mnie ludzie i wprost proszą o wsparcie finansowe – mówi jeden z radnych. – Staram się wspomagać różnego rodzaju akcje i organizacje, ale nie jestem w stanie wypłacać gotówki każdemu, kto się o nią do mnie zwróci. Zdecydowanie nie tędy droga. Radny to nie bankomat – stwierdza.
Ze słów radnych wynika, że niektórzy mieszkańcy traktują ich jak połączenie Supermana z Midasem – Tymczasem mogę działać i cały czas to robię, jedynie w oparciu o swoje uprawnienia i obowiązujące w tym kraju prawo – tłumaczy następny radny. – Ludzie czasami nie są w stanie zrozumieć, że zwracają się do mnie ze sprawami, za których poruszenie mogłyby zainteresować się mną organa ścigania. I obrażają się, gdy odmawiam.
Inną kwestią jest sposób, w jaki wszystkie te prośby do radnych trafiają. - Szanuję mieszkańców Świętochłowic, więc jestem w stanie zaakceptować fakt, że umawiają się ze mną i nie przychodzą na spotkania. Ale trudno, by mi "szczęka nie opadła", gdy słyszę w słuchawce - A kiedy ma pan dyżur? Nie, to mi nie pasuje – przytacza jedną z rozmów radny. - Gdy proponuję, by w takim razie ten ktoś ustalił inny termin, uszom nie wierzę: To może wtedy (tu pada propozycja). Ale ja nie wiem, czy wtedy będę mógł, więc może umówmy się, a ja będę albo nie. Chociaż tak teraz myślę, raczej chyba nie – relacjonuje dalej członek Rady Miejskiej. – To jest autentyk! – dodaje. Inny radny też przyznaje, że chętnych do porozmawiania z nim na dyżurze ze świecą szukać. – Najczęściej ludzie podchodzą do mnie na ulicy, przychodzą do domu, zdarzają się też wizyty w pracy – mówi. – Już zdążyłem się do tego przyzwyczaić.
- W sklepie, na ulicy, w domu – tak na pytanie, gdzie rozmawia z mieszkańcami, odpowiada inna radna. – Tak mieszkańcom jest chyba łatwiej, no i mniej oficjalnie.
Po co jest więc radny? - Pewnie ktoś teraz stwierdzi, że po nic, skoro i tak nic nie może załatwić – śmieją się nasi rozmówcy. – Takim ludziom trudno będzie wytłumaczyć, że rada jest potrzebna, ale mimo to będziemy się starać – deklarują zgodnie. - Mam nadzieję, że bez konieczności naklejenia na drzwiach mojego biura wywieszki "Wyprowadzanie psów - każdy wtorek miesiąca w godzinach 18:00 - 20:00" – podsumowuje jeden z radnych.
Przykłady wyżej przytoczone to tylko część oczekiwań, z którymi na co dzień spotykają się świętochłowiccy radni. Ci, z którymi rozmawialiśmy, niechętnie opowiadają o przekraczających ich kompetencje żądaniach mieszkańców, a na publikację wypowiedzi zgadzają się pod warunkiem zachowania anonimowości. - Tu nie chodzi o ewentualną identyfikację mnie, ale tych, którzy do mnie przychodzą – tłumaczy jeden z radnych.
Argumentacja roszczeniowych postaw wyborców jest zazwyczaj taka sama. - No przecież na pana głosowałem – cytuje radny - I co mam wtedy powiedzieć? Że mi miło? Tłumaczyć założenia ustawy o samorządzie gminnym komuś, kto stoi nade mną i oczekuje, że natychmiast znajdę jego córce kilka propozycji zatrudnienia?
- Na porządku dziennym są na przykład prośby o załatwienie dziecku miejsca w przedszkolu. Ludzie nie rozumieją, że nie mogę robić takich rzeczy – mówi pewna radna. – Z drobniejszych spraw, słyszę prośby o interwencję w sprawie naprawy domofonu czy wymiany przepalonej żarówki na klatce schodowej. Wtedy staram się zrobić, co w mojej mocy, bo rozumiem, że czasem człowiek nie ma do kogo pójść z takim pozornie błahym problemem.
Radny, jak się okazuje, musi też być dobrym psychologiem. – Pośrednictwo w sprawach rodzinnych, o które proszą mnie mieszkańcy, to już norma – opowiada inny radny. – Słyszę prośby o pomoc w przeprowadzeni rozwodu, o porady jak postępować z nie słuchającym rodziców dzieckiem. Oczywiście na pierwszym miejscu jest, i to już kolejną kadencję, oczekiwanie załatwienia komuś pracy.
Równie często, jak w załatwieniu zatrudnienia, ludzie chcą pomocy w sprawach mieszkaniowych. – To absolutny top 2 wszystkich kierowanych do mnie wniosków – potwierdza kolejna radna. – Z jednej strony widać po tym, czego w naszym mieście najbardziej brakuje, z drugiej radny naprawdę nie ma możliwości interwencji w takich sprawach. Możemy jedynie postarać się zmienić ten san rzeczy podejmując uchwały.
Zdarzają się też bardzo bezpośrednie prośby – Przychodzą do mnie ludzie i wprost proszą o wsparcie finansowe – mówi jeden z radnych. – Staram się wspomagać różnego rodzaju akcje i organizacje, ale nie jestem w stanie wypłacać gotówki każdemu, kto się o nią do mnie zwróci. Zdecydowanie nie tędy droga. Radny to nie bankomat – stwierdza.
Ze słów radnych wynika, że niektórzy mieszkańcy traktują ich jak połączenie Supermana z Midasem – Tymczasem mogę działać i cały czas to robię, jedynie w oparciu o swoje uprawnienia i obowiązujące w tym kraju prawo – tłumaczy następny radny. – Ludzie czasami nie są w stanie zrozumieć, że zwracają się do mnie ze sprawami, za których poruszenie mogłyby zainteresować się mną organa ścigania. I obrażają się, gdy odmawiam.
Inną kwestią jest sposób, w jaki wszystkie te prośby do radnych trafiają. - Szanuję mieszkańców Świętochłowic, więc jestem w stanie zaakceptować fakt, że umawiają się ze mną i nie przychodzą na spotkania. Ale trudno, by mi "szczęka nie opadła", gdy słyszę w słuchawce - A kiedy ma pan dyżur? Nie, to mi nie pasuje – przytacza jedną z rozmów radny. - Gdy proponuję, by w takim razie ten ktoś ustalił inny termin, uszom nie wierzę: To może wtedy (tu pada propozycja). Ale ja nie wiem, czy wtedy będę mógł, więc może umówmy się, a ja będę albo nie. Chociaż tak teraz myślę, raczej chyba nie – relacjonuje dalej członek Rady Miejskiej. – To jest autentyk! – dodaje. Inny radny też przyznaje, że chętnych do porozmawiania z nim na dyżurze ze świecą szukać. – Najczęściej ludzie podchodzą do mnie na ulicy, przychodzą do domu, zdarzają się też wizyty w pracy – mówi. – Już zdążyłem się do tego przyzwyczaić.
- W sklepie, na ulicy, w domu – tak na pytanie, gdzie rozmawia z mieszkańcami, odpowiada inna radna. – Tak mieszkańcom jest chyba łatwiej, no i mniej oficjalnie.
Po co jest więc radny? - Pewnie ktoś teraz stwierdzi, że po nic, skoro i tak nic nie może załatwić – śmieją się nasi rozmówcy. – Takim ludziom trudno będzie wytłumaczyć, że rada jest potrzebna, ale mimo to będziemy się starać – deklarują zgodnie. - Mam nadzieję, że bez konieczności naklejenia na drzwiach mojego biura wywieszki "Wyprowadzanie psów - każdy wtorek miesiąca w godzinach 18:00 - 20:00" – podsumowuje jeden z radnych.
Marzena Wojewoda-Rączka
- OGŁOSZENIA
- Pani spotka się z Panem
- Schody Rintal-tylko w maju stopniowa promocja ile
- Praca DODATKOWA
- KUPIĘ zadłużoną spółkę
- GRECJA wypoczynek & zwiedzanie
- Kupię Przejmę Zadłużoną spółkę akcyjną lub z o.o.
- MARIZA - Zarabiaj z Nami !
- Dołącz do Oriflame - zarabiaj jako konsultantka!
- Kupię Spółkę - Skup Zadłużonych Spółek
- Zostań konsultantką(em) Oriflame!
- Telewizor Grundig
- Słupki ogrodzeniowe

Dodaj komentarz
zgłoś nadużycie Obserujący, Utworzony: 2011-04-19 09:04:33
zdarzało się, że płacono za nie podwójnie. - Nie zgadzamy się ze
wszystkimi zastrzeżeniami kontrolerów. W najbliższych dniach nasze
stanowisko zostanie przesłane do NIK - powiedział nam wczoraj komisarz
Grzegorz Olejniczak, rzecznik prasowy śląskiej policji.
Kontrola NIK dotyczyła policyjnych wydatków w roku 2002, wtedy
gospodarowaniem pieniędzy zajmowali się poszczególni komendanci miejscy.
Od tego roku finansami policji zajmuje się komenda wojewódzka.
zgłoś nadużycie Fotka, Utworzony: 2011-04-19 09:00:53
Już go maja w necie
zgłoś nadużycie Zapraszam, Utworzony: 2011-04-19 05:28:36
Policja źle gospodarowała pieniędzmi
piet
2003-07-09, ostatnia aktualizacja 2003-07-09 00:02
Na biurko inspektora Eugeniusza
Szczerbaka, szefa śląskiej policji, trafił raport pokontrolny NIK.
Wynika z niego, że komenda wojewódzka oraz podległe jej jednostki
terenowe miały problemy z dyscypliną wydawania pieniędzy. Kontrolerzy
zakwestionowali m.in. kosztorys przebudowy jednego z sosnowieckich
komisariatów oraz budowy budynku Komedy Miejskiej Policji w
Świętochłowicach.
Więcej... http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35019,1564972.html#ixzz1JwocNx3y
Czy to nie za rządów aktualnego nowego komendanta straży miejskiej.I co dalej z tą sprawą. I kto tam robił remont i inne ...
zgłoś nadużycie 123, Utworzony: 2011-04-18 15:07:24
zgłoś nadużycie do 123, Utworzony: 2011-04-18 07:30:17