2011-07-21
Tour de Heiloo
Kiedy byłem małych chłopcem chciałem zostać kolarzem. I choć do dyspozycji był tylko składak, to transmitowany corocznie Tour de Pologne rozpalał wyobraźnie. Skutecznie chłodziły ją jednak wysokie krawężniki, niebezpieczne ulice i niewielka ilość ścieżek. Aż do teraz.
Fot. dp
Od niedawna w mieście zaroiło się od nowych tras. Ilość tabliczek i rozmach inwestycji aż same prosiły się o recenzję. Dosiedliśmy więc ze znajomym dwóch kółek i wyruszyliśmy w drogę. Z internetu dowiedzieliśmy się, że ścieżki ujęte są w system regionalny, a najważniejsza z nich to trasa nr 4, która ma łączyć Katowice z Gliwicami. Zgodnie z opisem wjechaliśmy na nią nieopodal granicy z Chorzowem u wlotu na Skałkę, by za czarnymi strzałkami pojechać wzdłuż kąpieliska, kortów tenisowych i dojechać do ulicy Bytomskiej stwierdzając, że... ścieżki nie ma. Wracamy w dół.
Okazało się, że trasa odbija w bok nad staw, a tabliczka ze strzałą zakamuflowała się za krzakami i innymi tabliczkami, a w dodatku... zmieniła kolor. Oto bowiem strzałka w bok miała kolor granatowy. Niezrażeni tym niepowodzeniem jedziemy dalej docierając do ul. Krasickiego, po przejechaniu której... czarno-granatowy szlak zamienia się w czerwony. Znów powrót. Zgodnie z internetowym opisem na skrzyżowaniu ulic Bytomskiej i Krasickiego ma znajdować się węzeł tras rowerowych. Jednak jedyne co napotkaliśmy, to nurtujące nas pytanie - gdzie się podział czarny szlak?
Nie głowiąc się dłużej pojechaliśmy na północ przez Skwer Bytomska trasą nr 130. Natrafiliśmy tam na miejsce postoju zbite z drewnianych bali oraz gustowny (również drewniany) stojak dla rowerów. Po rozrzuconym wokół asortymencie wieczorno – nocnych postojów można było łatwo wywnioskować, że mamy przed sobą nowe miejsce świętochłowickich libacji. Z dala od ludzi, skryte w parkowej gęstwinie, w którą nie zapuszczą się stróże prawa. Jedziemy dalej. Nie wspominam już, że kolejny raz gubimy ścieżkę i wracamy na nią dopiero przecinając ul. Powstańców Śląskich. Zaraz za nią Park Heiloo.
Po wjechaniu do niego powiało Zachodem, a właściwie zachodnimi autostradami. Przed nami pojawia się więcej kierunkowskazów niż neonów w Las Vegas, więc żeby nie zgubić drogi jedziemy na hamulcu. Podziwiamy ze znajomym ilość tabliczek i słupków, przy czym w całym ich natłoku ja nie widzę tych, o których mówi on, a on tych, o których mówię ja. Po przejechaniu parku stwierdzamy, że takie przeżycie trzeba powtórzyć i jedziemy z powrotem. Jeszcze tylko zahaczamy o: „(...) krótki odcinek drogi dla rowerów omijającego wiatę przystankową i wydzielenie pasa dla rowerów na istniejącym chodniku z betonowej kostki fazowanej (...)”, którego opis zawiera bodaj więcej liter niż metrów długości ma ten doprawdy „krótki odcinek”. Po kolejnych wrażeniach w Parku Heiloo jedziemy się napić.
Gdy wstaje kolejny dzień wędrując palcem po mapie chcemy sprawdzić dalszy przebieg tras. Niestety, mapka zamieszczona na stronie Urzędu Miasta skutecznie nam to uniemożliwia. Jedynie z opisu wynika, że najważniejsza biegnąca przez miasto trasa nr 4 jest jedną z najkrótszych, a Park Heiloo jest rowerowym centrum wszechświata. Nie wiedzieć czemu trasy rowerowe biegną przez Piaśniki, Lipiny i Chropaczów, a tylko jedna ma: „ połączenie z centrum Miasta – zabytkowym kościołem, Muzeum i stacją PKP” (sic!). Takiego zioła nie jarał nawet Witkacy! Zresztą nawet bez niego trudno byłoby zapamiętać numer ścieżki którą się jedzie przed dotarciem do jej końca, bowiem gminne trasy ledwo przekraczają kilometr. Do tego nie zapewniają rowerzyście oderwania się od miejskiego zgiełku i urywają się jak mariacki hejnał.
Opis wrażeń jakich dostarczyły ścieżki starczyłby nie na kilkadziesiąt, ale i na kilkaset kilobajtów. Poprzestańmy może na stwierdzeniu, że obecne trasy miały powstać już przed wyborami. Gdyby tak się stało z pewnością te Mosiościeżki szybko zajęły by miejsce w panteonie „inwestycji z inicjatywy...” rozpłaszczając się koło Mosiokubków, Mosiogadżetów i drogowego łącznika. A tak mamy Dawidówki. Kto wie może pojedziemy nimi 2 sierpnia by podziwiać peleton Tour de Pologne? Tylko która z nich prowadzi do Katowic?
Pyrsk!
Okazało się, że trasa odbija w bok nad staw, a tabliczka ze strzałą zakamuflowała się za krzakami i innymi tabliczkami, a w dodatku... zmieniła kolor. Oto bowiem strzałka w bok miała kolor granatowy. Niezrażeni tym niepowodzeniem jedziemy dalej docierając do ul. Krasickiego, po przejechaniu której... czarno-granatowy szlak zamienia się w czerwony. Znów powrót. Zgodnie z internetowym opisem na skrzyżowaniu ulic Bytomskiej i Krasickiego ma znajdować się węzeł tras rowerowych. Jednak jedyne co napotkaliśmy, to nurtujące nas pytanie - gdzie się podział czarny szlak?
Nie głowiąc się dłużej pojechaliśmy na północ przez Skwer Bytomska trasą nr 130. Natrafiliśmy tam na miejsce postoju zbite z drewnianych bali oraz gustowny (również drewniany) stojak dla rowerów. Po rozrzuconym wokół asortymencie wieczorno – nocnych postojów można było łatwo wywnioskować, że mamy przed sobą nowe miejsce świętochłowickich libacji. Z dala od ludzi, skryte w parkowej gęstwinie, w którą nie zapuszczą się stróże prawa. Jedziemy dalej. Nie wspominam już, że kolejny raz gubimy ścieżkę i wracamy na nią dopiero przecinając ul. Powstańców Śląskich. Zaraz za nią Park Heiloo.
Po wjechaniu do niego powiało Zachodem, a właściwie zachodnimi autostradami. Przed nami pojawia się więcej kierunkowskazów niż neonów w Las Vegas, więc żeby nie zgubić drogi jedziemy na hamulcu. Podziwiamy ze znajomym ilość tabliczek i słupków, przy czym w całym ich natłoku ja nie widzę tych, o których mówi on, a on tych, o których mówię ja. Po przejechaniu parku stwierdzamy, że takie przeżycie trzeba powtórzyć i jedziemy z powrotem. Jeszcze tylko zahaczamy o: „(...) krótki odcinek drogi dla rowerów omijającego wiatę przystankową i wydzielenie pasa dla rowerów na istniejącym chodniku z betonowej kostki fazowanej (...)”, którego opis zawiera bodaj więcej liter niż metrów długości ma ten doprawdy „krótki odcinek”. Po kolejnych wrażeniach w Parku Heiloo jedziemy się napić.
Gdy wstaje kolejny dzień wędrując palcem po mapie chcemy sprawdzić dalszy przebieg tras. Niestety, mapka zamieszczona na stronie Urzędu Miasta skutecznie nam to uniemożliwia. Jedynie z opisu wynika, że najważniejsza biegnąca przez miasto trasa nr 4 jest jedną z najkrótszych, a Park Heiloo jest rowerowym centrum wszechświata. Nie wiedzieć czemu trasy rowerowe biegną przez Piaśniki, Lipiny i Chropaczów, a tylko jedna ma: „ połączenie z centrum Miasta – zabytkowym kościołem, Muzeum i stacją PKP” (sic!). Takiego zioła nie jarał nawet Witkacy! Zresztą nawet bez niego trudno byłoby zapamiętać numer ścieżki którą się jedzie przed dotarciem do jej końca, bowiem gminne trasy ledwo przekraczają kilometr. Do tego nie zapewniają rowerzyście oderwania się od miejskiego zgiełku i urywają się jak mariacki hejnał.
Opis wrażeń jakich dostarczyły ścieżki starczyłby nie na kilkadziesiąt, ale i na kilkaset kilobajtów. Poprzestańmy może na stwierdzeniu, że obecne trasy miały powstać już przed wyborami. Gdyby tak się stało z pewnością te Mosiościeżki szybko zajęły by miejsce w panteonie „inwestycji z inicjatywy...” rozpłaszczając się koło Mosiokubków, Mosiogadżetów i drogowego łącznika. A tak mamy Dawidówki. Kto wie może pojedziemy nimi 2 sierpnia by podziwiać peleton Tour de Pologne? Tylko która z nich prowadzi do Katowic?
Pyrsk!
Alan Zych
- OGŁOSZENIA
- Nr. 1 na rynku pożyczek pod zastaw nieruchomości.
- Zostań konsultantką(em) Oriflame!
- Pani spotka się z Panem
- Schody Rintal-tylko w maju stopniowa promocja ile
- Praca DODATKOWA
- KUPIĘ zadłużoną spółkę
- GRECJA wypoczynek & zwiedzanie
- Kupię Przejmę Zadłużoną spółkę akcyjną lub z o.o.
- MARIZA - Zarabiaj z Nami !
- Dołącz do Oriflame - zarabiaj jako konsultantka!
- Kupię Spółkę - Skup Zadłużonych Spółek
- Zostań konsultantką(em) Oriflame!

Dodaj komentarz
zgłoś nadużycie w, Utworzony: 2011-07-25 15:33:42
zgłoś nadużycie :(, Utworzony: 2011-07-25 04:42:27
zgłoś nadużycie Ani mru mru, Utworzony: 2011-07-24 07:03:29
Na początku ul.Sudeckiej naprzeciw LIDLA na środku chodnika i ścieżki leży gruba na 20 cm płyta betonowa i jadąc dalej w kierunku Chorzowskiej są dwa wcięcia w ścieżkę ze 40cm głębokści 20 cm na których ktoś wybije sobie zęby.
A w tym lasku Chropaczowskim jak się kończy ulJodłowa za tym nwym Orlikiem to zgroza. Jadąc za znakami/chyba czarne paski/ścieżka się kończy bagnistą drogą.Jest w tym lasku mostek fajny,na który rower trzeba wnosić bo zaczyna się stopniem z obu stron.
A może to taki dzisiejszy STANDARD a ja jestem stary maruda.
Pyrsk.
zgłoś nadużycie obiektywny, Utworzony: 2011-07-23 07:37:47
zgłoś nadużycie obserwator, Utworzony: 2011-07-22 10:39:26